Pamiętam, jak starsza
siostra Jenny szła na swój bal maturalny. Ich mama spędziła z nią cały dzień,
były razem u fryzjera, u kosmetyczki a na koniec razem z mężem robili jej
zdjęcia. Tata Jenny się wzruszył. To było mega urocze. Ja stałam na uboczu i
zazdrościłam im po cichu normalnej rodziny.
Teraz ja idę na swój
pierwszy bal, moja matka nie żyje, a moja siostra dalej się dąsa, chociaż i tak
jestem pewna, że matka zachowała by się bardziej egoistycznie niż Viviane.
Siostra oddała mi przynajmniej kasę za ubrania, żebym miała pełny budżet na
karcie „wypadkowej”.
-Nie mogę uwierzyć. Myślałam, że twoja siostra to fajna
laska, a teraz okazuje się, że jest suką.- Syczy wkurzona Georgie.
-Wiesz, w sumie ma podstawy żeby się wkurzać…
-Daj spokój Ana, bez przesady! To jej siostra. Poza tym,
dobrze wiesz jaki jest Chris, chciał sobie zrobić żarty i wywiózł ją za
miasto.- Mówi Lizzy i wraca do malowania swoich paznokci u nóg.
-Wszyscy zawsze winią tylko Chrisa, dali byście mu chociaż
raz spokój. Ona nie ma pięciu lat. – Warczy Aileen.- Przykro mi skarbie, ale
nie udawaj niewiniątka.
-Ogarnij się Aileen.- Georgie staje w mojej obronie.
Ja nic się nie odzywam i przysłuchuje się tylko ostrej
wymianie zdań między dziewczynami. Zauważyłam, że Aileen i Ana nie są po mojej
stronie. Georgie właśnie kręci mi włosy, co jest mozolnym zajęciem bo, moje
siano jest anty lokówkowe.
-Nie mam zaszłe Chrisowi tego, że pojechaliśmy za miasto.
Przepraszał mnie z tysiąc razy, a poza tym, w gruncie rzeczy to był udany
dzień, jednak faktycznie, gdyby mnie nie wywiózł to i bym nie miała teraz
przekichane u Viv.
-Ale Chris cię nie uchlał na imprezie…- Mruczy pod nosem
Aileen.
-Przynajmniej zapobiegła niechcianej ciąży. Aileen,
zaczynasz mnie denerwować! Jak ci się coś nie podoba to wylatujesz. Zawsze
bronisz Chrisa a on ma cię serdecznie w poważaniu. Spójrz logicznie, nigdy cię
nie pokocha. On i tak sypia z innymi panienkami, a ty flirtujesz z każdym
napotkanym na ulicy facetem. Ogarnij się i zobacz wreszcie, że ten związek nie
ma przyszłości!
Georgie jest strasznie zdenerwowana.
-Uważaj, bo przypalisz jej włosy…- Ostrzega ją Lizzy.
-Kurde, przepraszam!- Mówi spanikowana.
-Nic nie szkodzi. Może jednak wymyślisz coś innego, co? Moje
włosy i tak się nie zakręcą.
-Nie denerwuj mnie… Zakręcę ci je, bodaj bym miała zadzwonić
po najlepszego fryzjera w Seattle. Mój brat musi paść z wrażenia.- Mówi
podekscytowana. Mam wrażenie, że Georgie bardziej się ekscytuje moim partnerem
niż ja sama. Chyba strasznie widzi mnie w roli swojej szwagierki.
-Witam piękne panie.
Wszystkie odwracamy się w stronę drzwi. Cam stoi oparty o
framugę i uśmiecha się do nas lubieżnie niczym stary zboczeniec na przystanku
autobusowym.
-Twój braciszek też tu jest. – Mówi do mnie, a ja nie mam
pojęcia o co mu chodzi.
-Cam, ja nie mam brata.
-A Chris?- Pyta się jakby to było oczywiste.
-On nie jest moim bratem…- Inaczej akcja sprzed kilku dni na
korytarzu byłaby nie smaczna.
-Och, mieszkacie razem i macie tych samych opiekunów. To
prawie jak rodzeństwo.
-Pierdzielisz od rzeczy Cam…- Mruczy Aileen.
Kiedy Cam opuszcza pokój, panuje cisza. Słychać jedynie
muzykę dobiegającą z głośników boombox’a. Czyli tak wyglądają przygotowania do
balów. W sumie to duże zaoszczędzenie, jeśli to koleżanki cię malują i czeszą. Georgie postanowiła się nie czesać. Chce mieć jedynie warkocza.
Dziewczyny są tym trochę zadziwione, bo to nie jej styl, jednak biorąc pod
uwagę jej sukienkę i buty na delikatnej koturnie, faktycznie stawia na
naturalność. To podobno nie w jej stylu, ale uważam, że Georgie będzie wyglądać
dzięki temu cudownie. Jej buzia jest strasznie delikatna. Taki naturalny look
wygląda w jej wykonaniu naprawdę dobrze.
-OMG! – Krzyczy Lizzy.- Wyglądasz ślicznie.
Odwracam się do lusterka i nie mogę uwierzyć w to co widzę.
Faktycznie wyglądam zjawiskowo. Moje włosy serio się zakręciły. Jeśli wzmocnimy
je lakierem do włosów, wytrzymają przynajmniej w postaci delikatnych fali. Mój
makijaż podkreśla każdy zarys mojej twarzy i zakrywa mankamenty. Nie mogę wyjść
z podziwu. Georgie odwaliła kupę dobrej roboty. Pierwszy raz od dawna, mogę
spojrzeć w lustro bez obrzydzenia, może dlatego, że nie wyglądam tam jak ja…
-Muszę pójść do łazienki.- Mówię cicho i wychodzę z pokoju,
nie zważając na wołanie dziewczyn, że przecież mogę skorzystać z toalety
Georgie. Na schodach stoi Chris i przygląda się mi. Czuję, że się rumienię.
-Wyglądasz naprawdę ślicznie.- Mówi a do mnie nie docierają
jego słowa.
-Dziękuję. Co tutaj robisz?- Pytam.
-Przyjechałem wcześniej. Will i Viviane gdzieś pojechali,
więc stwierdziłem, że pośmieje się z was i tego całego szykowania, które trwa
już drugi dzień.
Ma racje, podczas gdy on stoi rozbawiony i patrzy na mnie z
uśmiechem, ja stwierdzam, że nocowanie i wspólne spędzenie wczorajszego dnia
wcale nie było konieczne, skoro my tak na dobrą sprawę i tak zaczęłyśmy
szykować się kilka godzin temu. Nawet paznokcie malowałyśmy dzisiaj.
-To do później.- Szepcze mi przy uchu i znika za drzwiami
pokoju Jeremy’ego.
***
Punkt dwudziesta podjeżdżamy pod szkołę. Dziewczyny uparły
się, że pojedziemy innymi samochodami, żeby chłopcy zobaczyli nas dopiero na
Sali. Nie wiedziała, że ja i Chris już się widzieliśmy. Powiesiła by mnie
chyba, gdyby się dowiedziała, że zniszczyłam jej wielkie wejście. Georgie i Aileen
konkurują razem o koronę królowej. Georgie co prawda nie zależy aż tak bardzo,
robi to dla zabawy, Aileen jednak jest zafiksowana na punkcie tego tytułu.
Szczerze mówiąc, to też nie zbyt rozumiem tę spinę, żeby samemu przyjechać do
szkoły. Sądziłam, że przecież dziewczyny chcą pokazać się ze swoim partnerem.
Ja przynajmniej bym wolała mieć takie wejście. No ale dla Georgie to ważne. Ona
zajęła się organizacją całego balu, a potem robieniem z nas księżniczek.
Kiedy weszłyśmy na salę wszystkie oczy skupione były na nas,
co jakoś niezbyt mnie satysfakcjonowało. Wolałabym zdecydowanie skryć się
gdzieś albo mieć moc niewidzialności. Peleryna niewidka Harry’ego Pottera
byłaby teraz świetnym rozwiązaniem. Spojrzałam na Georgie, której twarz wyrażała
więcej niż tysiąc słów. Można by było pomyśleć, że chcę kogoś zabić, a napięcie
było widocznie odczuwalne. Spojrzałam więc w tym samym kierunku co ona i
zrozumiałam o co jej chodzi. Nasi partnerzy postanowili zrobić sobie z nas
żarty i przyjechać wcześniej. Stali przy stoliku z pączem i śmiali się z nas.
Georgie wściekłaby się, gdyby wiedziała, że ja również ledwo tłumię śmiech. W
końcu solidarność jajników nakazuje być po jej stronie, ale cała ta sytuacja
wydaje się być ostro zabawna. Nawet dla mnie. Przemknęłam się więc cicho za
dziewczynami żeby dołączyć do chłopaków i nie torować przejścia dla innych
maturzystów. Jeremy spojrzał na mnie rozanielony, a ja uśmiechnęłam się do
niego nieśmiało. To strasznie dziwne. W swoim życiu byłam tylko raz na randce.
Zrobiłam to z litości, bo było mi szkoda chłopaka który był pryszczaty i żadna
laska nie chciała się z nim umówić. Ponieważ Jenna była duszą towarzystwa, ja
stawałam się częścią śmietanki, przynajmniej w pewien sposób. Umówiłam się z
nim. Zaraz po naszej randce zrobiło się z niego niezłe ciacho. Zaczął chodzić
do dermatologa, skorzystał z porad stylistów i cóż… bzyknął więcej dziewczyn
niż kapitan drużyny footballowej. Na mnie już oczywiście nie spojrzał.
Wcześniej to ja wstydziłam się tej randki, zaraz po randce, on wstydził się
mnie. W pewnym sensie, nadal czuję, że to dzięki mnie z brzydkiego kaczątka
stał się mega ciachem.
-Ślicznie wyglądasz.- Wesoły głos Jeremy’ego rozbrzmiewa w
mojej głowie głośniej niż „Be my lover” lecące w tle tej książkowej sceny.
-Dziękuje. Twoja siostra chyba mnie zabije, jeśli się dowie,
że uważam tę sytuację za mega zabawną.
Jeremy patrzy na mnie rozbawiony i obejmuje mnie ramieniem.
Zajmuje mi chwilę, żeby przyzwyczaić się do jego dotyku, podczas gdy kilka dni
temu, dotyk Chrisa był dla mnie najnormalniejszą rzeczą na świecie. Czuję się
odrobinę skrępowana, ale zarazem jest mi mega przyjemnie. Coś w tym chłopaku
sprawia, że nie potrafię przestać się cieszyć.
-Zdradziłaś nas.- Mówi złowieszczym głosem Georgie, ale zaraz
potem sama wybucha śmiechem.- No cóż, przynajmniej wiem, że nie ma co
wykorzystywać porad jakiejś nadętej vlogerki. No cóż, witajcie.- Georgie
podchodzi do Cama i patrzy na niego zgryźliwie. Podobno przegrała jakiś zakład
i to dlatego musiała pójść z nim. Ana opuszcza naszą grupkę wraz z osobą
towarzyszącą a Lizzy i Brett idą na parkiet. Zostajemy więc w czwórkę, ja, Jer,
Chris i Aileen. Ta ostatnia klei się do mojego współlokatora, jeśli tak go mogę
nazwać, on zaś stoi nie wzruszony.
-To co misiu, zatańczymy?- Mówi do niego zmysłowym głosem,
ten zaś patrzy się błagalnie na Jeremy’ego.
-Nie tańczę, wiesz o tym… Weź Jer’a.- Mówi znudzonym głosem.
-Stary, nie zostawię Esme.- Odpowiada stanowczo. Ja jednak
widzę wyraz twarzy Chrisa.
-Spokojnie, możesz pójść zatańczyć z naszą przyszłą królową
balu.- Powiedziałam ze sztucznym uśmiechem. Coś w głębi duszy mi szeptało, że w
sumie to nie byłaby taka zła koncepcja, bo będę mogła chwilę porozmawiać z
Chrisem.
Jeremy i Aileen poszli w stronę parkietu, ja usiadłam obok
Chrisa i spojrzałam na niego spod przymrużonych powiek. Nie patrzył na mnie. W
zasadzie, to on nie patrzył się na kogokolwiek. Po prostu siedział z głową
spuszczoną w dół.
-Hej, coś się stało?- Zapytałam, bo miałam wrażenie, że jest
przygnębiony.
-Daj mi spokój.- Warknął na mnie. Zdenerwowało mnie to.
Poczułam jak się we mnie gotuje.
-O co ci chodzi do jasnej cholery, co?!
-O to, że takie dziewczyny jak ty potrafią tylko zranić.
Zabawisz się Jeremy’m, on poczuje, że dla ciebie jest w stanie się zmienić,
zakocha się w tobie a potem ty uznasz, że to jednak nie jest to czego szukasz i
kopniesz go w tyłek. Nie chce być tego świadkiem.- Syknął. Patrzył na mnie
wściekłym wzrokiem, a ja sama nie wiedziałam o co mu chodzi, przecież ja i
Jeremy nawet nie jesteśmy parą, poza tym, nie ma powodów do zmartwień.
-Słuchaj, po pierwsze to nie twoja sprawa, po drugie, on tylko
zaprosił mnie na bal, po trzecie odpierdol się ode mnie, bo nawet nie mnie
znasz, wydaje ci się, że kilka rozmów ze mną upoważnia cię do decydowania o tym
co robię i o tym co zrobię? Nie jesteś jasnowidzem! Poza tym, rozumiem, że
martwisz się o przyjaciela, ale czy przez chwilę przemknęło ci przez myśl, że
nie tylko jedna strona może zostać zraniona? Odpieprz się po prostu od tego i
zajmij się swoimi sprawami.- Potok słów który ze mnie wypłynął sprawił, że
odetchnęłam. Wstałam z krzesła i ruszyłam w stronę drzwi, ktoś jednak pociągnął
mnie za rękę. To oczywiście nie kto inny, jak Jeremy.
-Gdzie się wybierasz? Jeszcze nawet ze mną nie zatańczyłaś.-
Wziął mnie w objęcia i zaczął kołysać mną w rytm szybkiej piosenki. Roześmiałam
się i zaczęłam się z nim najzwyczajniej w świecie bawić, zapominając o tym, jak
jego kumpel mnie wkurzył i, że teraz prawdopodobnie się upija.
***
Potańcówka mijała w szalonym tempie. Wszyscy się bawiliśmy i
ku złości Aileen, to Georgie wygrała konkurs. Aileen wkurzyła się do tego
stopnia, że teraz nawet się do nas nie odzywa, tylko obtańcowuje przypadkowych
kolesi. Chris nie pije pączu jak wszyscy, on po prostu w jakiś dziwny sposób
posiadał tutaj mocniejsze trunki. Obstawiam, że stare skrzydło szkoły mu w tym
bardzo pomogło. Gdzieś koło godziny dwudziestej drugiej całkowicie się ulotnił.
Aileen pojechała do domu z jakimś napakowanym kolesiem. Mnie, jednak zaczęła
martwić ta nagła nieobecność Chrisa. Wkurzył mnie, to prawda, ale przecież
jakby nie było jego przyjaciele go olali. Jeśli leży teraz nawalony, na jednym
ze szkolnych korytarzy, to zawieszą go w prawach uczniach. Na imprezie to on mi
pomógł. W sumie to można powiedzieć, że wiszę mu pewnego rodzaju przysługę.
Spojrzałam po moich przyjaciołach, byli szczęśliwi, a ja nie
chciałam im psuć zabawy, szturchnęłam więc lekko Jeremy’ego, który od razu
odciągnął mnie na bok.
-Co się dzieje?- Zapytał zmartwiony.
-Mnie nic, ale martwi mnie to, że Chris gdzieś się ulotnił.
Nie uważasz, że powinniśmy go poszukać?- Mówiłam to niepewnie, nie chciałam,
żeby Jeremy poczuł się zmieszany moją propozycją, wiedziałam jednak, że jeśli
on uzna, że nic się nie stało, ja i tak pójdę go szukać.
-Masz rację, to odrobinę niepokojące. Wiesz co? Nie będziemy
martwić reszty. Poszukamy go. – Powiedział, po czym delikatnie pomasował moje
ramiona i uśmiechnął się pocieszająco.
Wyszliśmy z Sali i od razu się rozdzieliliśmy. Jer
postanowił obszukać wszystkie toalety męskie, a ja mimo jego zakazów, zbliżania
się do starej części szkoły, i tak tam poszłam. Zdjęłam szpilki i trzymałam je
teraz w dłoni. Szłam cicho po starym korytarzu szkolnym i zerkałam przez szyby
do klas. Spostrzegłam, że w ostatniej z nich pali się światło. Od razu ruszyłam
pędem w tamtą stronę. Wpadłam do pomieszczenia i od razu zaczęłam się krztusić.
Było cholernie zadymione, samymi oparami można by było się nieźle ućpać...
Nikogo tam nie było prócz Chrisa, opierającego się o ścianę. Siedział na
podłodze. Obok niego zauważyłam chusteczki, brudne w wymiocinach. Od razu
zrobiło mi się nie dobrze, ale wiedziałam, że ja nie mogę zacząć wymiotować.
-Chris…- Szturchnęłam go delikatnie w ramię.-Hej, to ja,
Esme.- Chłopak otworzył oczy i spojrzał na mnie nieprzytomnie, po czym skrzywił
się, a jego głowa opadła na bok. Złapałam ją i przytrzymałam na wysokości moich
oczu. Klęczałam między jego nogami i starałam się przywrócić go do żywych.
-Chris, musisz się otrząsnąć słyszysz? Musimy stąd zniknąć.
Chris wymamrotał coś niezrozumiałego pod nosem i zamknął
oczy.
-O nie, teraz nie czas na sen! Ogarnij się Christopher,
słyszysz mnie?- Warknęłam i delikatnie pacnęłam go w policzek. Znowu otworzył
oczy i tym razem się uśmiechnął. Grymas który miał wcześniej na twarzy zniknął.
-Esme…- Mruknął pod nosem.- Masz otwartą dziuplę? Bo mój
ptaszek chętnie w niej zamieszka.- Powiedział to niezwykle niewyraźnie, a potem
uznał to za świetny żart i zaczął się chichrać. Ja byłam jedynie tym
zdegustowana.
-Musimy cię stąd jakoś przetransportować…- Powiedziałam do
siebie i zorientowałam się właśnie, że zostawiłam torebkę na Sali, a tam też
była moja komórka. I jak ja teraz skontaktuje się z Jeremy’m?
-Musisz się podnieść, okay? Pomogę cię.- Wstałam na równe
nogi i złapałam go za ręce. O dziwo posłuchał mnie i nawet, że wstał o własnych
siłach. Podniosłam z ziemi moje buty i trzymając je w jednej ręce, a drugą
podtrzymując Chrisa kierowałam się do wyjścia z pomieszczenia.- Ale ty jesteś
głupi, wiesz o tym?
-Nie mogę się pokazać w domu…- Wyszeptał mi do ucha, a potem
zaczął wodzić swoimi ustami po mojej szyi, zdenerwowało mnie to więc pacnęłam
go w głowę.
-Uspokój się! To obrzydliwe, co właśnie teraz robiłeś.
Musimy stąd wyjść niezauważeni przez nauczycieli. Masz telefon?- Zapytałam go,
ale w sumie nie wiem po co, przecież do niego i tak nic nie dociera. Idiota…
-Boczne drzwi…- Mruknął i usiłował coś wskazać. Na całe
szczęście zobaczyłam napis „Wyjście ewakuacyjne” i w momencie ruszyłam w tamtą
stronę. Kiedy wyszliśmy na świeże powietrze, odetchnęłam. Co prawda żwirek
wbijał się w moje stopy, które były chronione jedynie przez moje rajstopy.
Chris nagle stanął i zaczął wymiotować. Odskoczyłam od niego, chociaż
wiedziałam, że nie powinnam. W tym samym momencie zobaczyłam kogoś idącego w
naszą stronę z latarką. Im bliżej postać była nas, tym lepiej wiedziałam kim
ona była… Dyrektor naszej szkoły parzył na Chrisa z politowaniem. Super,
najwyraźniej ktoś nie chce, żebym odzyskała względy u mojej siostry…
__________________________________________
Hej!
Przepraszam, że tak długo
nic nie było, ale byłam trochę zabiegana. Na całe szczęście rozdział już jest i
mam nadzieje, że się podoba :D Jeżeli pojawiły się jakieś błędy to najmocniej przepraszam, ale nie przeczytałam go od początku do końca raz jeszcze, gdyż śpieszyłam się z dodaniem go ;)
Do napisania :*