Viviane nie
przeszło. Wczoraj nie weszła do mojego pokoju, kiedy Chris go opuścił, nie
weszła też rano do mojego pokoju. Kiedy zeszłam do kuchni, nie odpowiedziała mi
nawet cześć. Nie sądziłam, że kiedyś to powiem, ale mam dosyć mojej siostry.
Nigdy nie winiłam jej za to, że ona otrzymywała od rodziców miłość, której mi
brakowało. Przecież to nie jej wina, że nasz ojciec był pieprzonym
zwyrodnialcem, a matce zależało tylko na reputacji i na wspomnianym wcześniej
zwyrodnialcu. Szczerze mówiąc, to nawet nie winie za bardzo o to wszystko ojca,
bo tak na dobrą sprawę, matka jest tą osobą która powinna nauczyć dzieci
miłości i tę miłość im dać. W wielu rodzinach jest różnie, ale to matka zawsze
jest tą która spaja rodzinę. U nas tak nie było. Ona martwiła się tylko o
reputację. Przecież każda normalna matka gdyby się dowiedziała o czymś takim,
starała się by chronić swoje dziecko. Moja matka chciała wyjechać z miasta, bo
sądziła, że zmiana otoczenia dobrze nam zrobi. Trudno to powiedzieć, ale moja
matka byłą zwyczajną wariatką.
Dzisiaj mamy jechać po Jeremy’ego więc w sumie nie muszę się bać, że Chris znowu wywiezie mnie o kilka mil za miasto. W sumie sądzę, że po wczorajszym, też by tego nie zrobił Uzgodniliśmy, że nie wspominamy o tym i wracamy do normalności, ale prawda jest taka, że już nigdy nie będzie normalnie. Wczoraj nawiązała się między nami pewna więź, która szybko nie zniknie. Ja widzę w nim takiego skrzywdzonego małego chłopca, a on we mnie niezrównoważoną psychicznie laskę. Parka niczym z romansidła. Z tą różnicą, że ja nie jestem dziewczyną za którą uganiają się chłopcy, bo nie mam ani takiego ciała, ani wyglądu, ani nawet charakteru. Jestem najzwyklejszym człowiekiem, niczym się nie wyróżniam. A takie laski jak nie wyróżniają się wyglądem, to swoim specyficznym charakterem. Są albo cięte i odważne, albo nieśmiałe i cichutkie. Ja nie jestem ani jednym ani drugim. Jestem gdzieś pośrodku.
Dzisiaj mamy jechać po Jeremy’ego więc w sumie nie muszę się bać, że Chris znowu wywiezie mnie o kilka mil za miasto. W sumie sądzę, że po wczorajszym, też by tego nie zrobił Uzgodniliśmy, że nie wspominamy o tym i wracamy do normalności, ale prawda jest taka, że już nigdy nie będzie normalnie. Wczoraj nawiązała się między nami pewna więź, która szybko nie zniknie. Ja widzę w nim takiego skrzywdzonego małego chłopca, a on we mnie niezrównoważoną psychicznie laskę. Parka niczym z romansidła. Z tą różnicą, że ja nie jestem dziewczyną za którą uganiają się chłopcy, bo nie mam ani takiego ciała, ani wyglądu, ani nawet charakteru. Jestem najzwyklejszym człowiekiem, niczym się nie wyróżniam. A takie laski jak nie wyróżniają się wyglądem, to swoim specyficznym charakterem. Są albo cięte i odważne, albo nieśmiałe i cichutkie. Ja nie jestem ani jednym ani drugim. Jestem gdzieś pośrodku.
Uznałam, że pora jednak przerwać te moje
filozoficzne rozmyślania i zejść do auta Chrisa. Przejrzałam się jeszcze raz w
lustrze i wyszłam z domu. Samochód stoi na podjeździe a Chris rozmawia z kimś
przez telefon. Wsiadam do środka i zapinam pas.
-Tak Aileen, pamiętam. Wiem, chcesz coś
co będzie niepowtarzalne. Tak, rozumiem, oryginalny bukiecik z farbionych róż
na fioletowy. Tak, zamówiłem przecież go. Czarny, sama go wybrałaś. Nie, Aileen,
nie mam zamiaru mieć smokingu. Ogarnij się, powiedziałem ci już, że będę miał
czarny krawat i nic mnie nie obchodzi czego ty chcesz, zgodziłem się już na tą
butonierkę. Uspokój się Aileen bo zerwę z tobą przed całą szkołą. Na razie.
Taa, wiem.
Chris chowa telefon do kieszeni i
spogląda na mnie. Staram się udawać, że nie słuchałam tej burzliwej rozmowy ale
tak nie było. Ciekawi mnie cholernie o co w tym chodzi.
-W sobotę jest bal czwartoklasistów,
znaczy… to nie jest jeszcze studniówka czy prom, to taki jesienny bal.
Czwartoklasiści mają trzy osobne potańcówki w roku szkolnym. Są całkiem fajne,
chyba, że idziesz na nie z Aileen.
-Co w tym takiego złego?- Pytam się go i
chichoczę.
-No wiesz, ona ma cholerne wymagania.
Wszystko musi być tak jak się to jej podoba. Chociaż tyle, że udało mi się
wynegocjować to, że idę w garniaku, a nie w smokingu czy fraku i, że nie musze
zakładać fioletowego krawata.
Przyglądam mu się przez chwilę, po czym
dodaje:
-Fiolet to nie twój kolor.
Oboje zaczynamy się śmiać. Kurde, ciężko
po wczorajszym dniu wrócić do normy.
-Cieszę się, że się zgadzamy. Wypadałoby
jechać, zanim się spóźnimy. Jer nienawidzi spóźnień.
-Ja tak samo ich nie lubię.
-Och, ja tak samo, ale spóźnienia
szkolne to nie to samo, co spóźnienia na umówione spotkanie.- Tłumaczy i włącza
się do ruchu ulicznego. Jedziemy w ciszy, prosto pod dom Jeremy’ego. Nie jest
to zbytnio po drodze do szkoły, ale Jer to najlepszy przyjaciel Chrisa.
Parkujemy pod obszerną willą. Jest jak
ta z bogatych dzielnic LA. Wyłożona specjalnym panelem w odpowiednich kolorach.
Ma nawet basen, którego część jest na zewnątrz, a część w zaszklonej części.
-Jeremy i Georgie są dziani. –Mówi nagle
Chris. Patrzę na niego pytająco.- No wiesz, Georgie to jego siostra
bliźniaczka, nie są podobni bo mają innych ojców. No wiesz, to jedna z tych
sytuacji kiedy laska uprawia seks z dwoma facetami i oby dwóm udaje się ją
zapłodnić. Z tym, że ojciec Georgie to dupek i ślad po nim zaginął, razem ze
wspomnieniem z pamiętnego wieczoru. Ojciec Jeremy’ego to dziany koleś, to taki
bardziej prawdziwy Grey. Kumasz, Grey, Seattle.
-Tak, rozumiem Chris.
Do tych czas, takie rzeczy widziałam
tylko na filmach. Bliźniaki od dwóch różnych ojców. Zabawnie. Georgie i Jeremy
totalnie się od siebie różnią. On ma jasne blond włosy i niebieskie jak lapis
oczy, a ona ma czarne włosy, które aż przechodzą w granat i nie są farbowane i zielone
oczy. Chociaż może ich rysy twarzy trochę są podobne… Przyjrzę się temu
dzisiaj.
-Siema.- Słyszę wesoły głos Jeremy’ego.
Wsiada na tylne siedzenie auta i zapina pas.
-Hej, gdzie Georgie?- Pytam bez
zastanowienia.
-Widzę, że poznałaś sekret.- Śmieje
się.- Georgie została na noc u Lizzy i zabierze się z Brettem. A tak serio, to
nie sekret. Wszyscy o tym wiedzą.
-Gdyby to był sekret, nigdy byś nie
usłyszała go z moich ust.- Mówi chłodno Chris. Zaczyna się…
-Wczoraj ostro balowaliście na wagarach,
co?- Śmieje się Jer. Sztywnieje.
-Daj spokój stary.- Syczy nasz kierowca.
-Właśnie, Esme! Mam dla ciebie
propozycje, ale poczekam aż wysiądziemy z tego śmierdzącego wozu.
-Wal się Jeremy, ja przynajmniej go mam.
-Ja też mam auto, ale skonfiskowane.
Jejku, czy z
twarzy tego chłopaka nigdy nie schodzi uśmiech? Zawsze się z czegoś śmieje, jak
można być aż takim wesołym. Chociaż w sumie, jak się mieszka w takiej chacie i
ma się takie idealne życie… Stop, nie, nie oceniaj nikogo, po pozorach. Ciebie
też oceniali jako rozpieszczoną córeczkę z dobrego domku.
Pod szkołą, Chris uważnie zaparkował, po
czym wszyscy wysiedliśmy z auta, rzuciłam im krótkie cześć i ruszyłam w stronę
szkoły, jednak zatrzymało mnie wołanie Jeremy’ego.
-Esme, czekaj!
Odwróciłam się do niego. Chris stał
ostro wkurzony przy aucie. Kopnął zderzak od opony i szybko odszedł. Trochę
mnie to zdziwiło
-Co tam?- Uśmiechnęłam się do niego i
podeszłam bliżej.
-Bo tak sobie pomyślałem, że… Kurde
jestem w tym słaby. W sobotę jest bal czwartoklasistów, to znaczy, osoby
towarzyszące mogą być z młodszych klas. Ogólnie, to chciałbym zapytać, czy nie
chcesz ze mną pójść?- Posyła mi zabójczy uśmiech, a ja rozumiem o co chodziło
Chrisowi z tymi nerwami.
-W sumie, to czemu nie.- Odparłam. Jezu,
jestem taka podekscytowana. Jeremy jest naprawdę fajny i w sumie cieszę się, że
zaprosił mnie. Jejku, będę osobą towarzyszącą na balu maturzystów i to jeszcze
z kolesiem z drużyny. Już czuje, że obrobią mi tyłek. Jer to w sumie niezłe
ciasteczko.
-Jejku, naprawdę? Cieszę się! Sądziłem,
że nie będziesz chciała, ale chcesz! To świetnie, przy lunchu ustalimy
szczegóły? Wiem, że dzisiaj nie jesz z nami, ale to nic. Przyjdźcie do nas
wszyscy.
-Okay, to do lunchu.
Żegnam go uśmiechem i idę do budynku
szkoły. Na korytarzu jest pełno ludzi, ale aktualnie jestem podekscytowana tym,
że w sobotę będę bawiła się z maturzystami. Tak naprawdę nigdy nie byłam na
balu. W Malibu nigdy nie miałam z kim chodzić, w sumie to mi nie przeszkadzało,
ale mojej matce już jednak tak. Teraz to nawet nie moja potańcówka. Będę pewnie
musiała sobie coś kupić, bo nawet nie mam kiecki na tę okazję.
-Hej stokrotko!- Wesoły i ciepły głos
Georgie zabrzmiał przy moim uchu. – Słyszałam, że mój brat zaprosił cie na bal!
Jestem tym totalnie podjarana!- Wrzeszczy.
-Ciszej, nie wszyscy muszą wiedzieć. Ja
też się cieszę.
-Pomogę ci dobrać ciuchy i w ogóle.
Mówię ci! Będzie zajebiście!
Też mam taką nadzieje…
***
W tej szkole plotki rozchodzą się z
prędkością światła. W porze lunchu cała szkoła trąbiła, że niejaka Esme
Ronalds, z drugiej klasy, idzie na bal dla czwartej klasy i to jeszcze ze
szkolnym ciachem i gwiazdą drużyny Baseball’owej. Oczywiście niektórzy
dokładali też swoje, mianowicie, że mnie przeleciał, że mu za to zapłaciłam.
Druga część szkoły skupiła się jednak, na pierwszoklasistce która jest w ciąży
z chłopakiem z czwartej. No więc nie byłam jedyną ofiarą plotek. Nie poszłam
więc na stołówkę, bo wszyscy lampili by się na mnie, ponieważ ta ciężarna
pierwszoklasistka nie chodzi do szkoły. Postanowiłam więc powłóczyć się trochę
po szkolnych korytarzach, na przykład po tych na których jeszcze nigdy nie
byłam. Korytarze w dosyć oddalonej części szkoły, zawsze ciemne i w ogóle mało
kto z nich korzystał. Wiem, że było to stare skrzydło szkoły i zazwyczaj
odbywały się tam spotkania szkolnych kółek, jakieś korepetycje czy wywiadówki z
rodzicami. Jednak w czasie lekcji nikt tam nie chodził. To było właśnie fajne
bo można się było schować, a nikt nawet nie zwracał uwagi na to, że tam
siedzisz.
Szłam więc tak sobie po korytarzu i
myślałam tylko o tym, jak przez najbliższe dwa tygodnie unikać stołówki i jak
unikać mojej siostry, bo jej też nie mam ochoty oglądać. Przez te rozmyślenia
zderzyłam się z kimś. Kurde, a myślałam, że będę tu sama.
-Co ty tutaj robisz?- Usłyszałam znajomy
głos. Spojrzałam do góry i ujrzałam Chrisa.
-Jak widać idę a ty śmierdzisz
zielskiem..- Skrzywiłam się i chciałam go wyminąć, ale mi nie pozwolił.
-Po co tutaj łazisz?- Zapytał
zirytowany.
-Miałam taką ochotę, nie chciałam pójść
na stołówkę. Nie wystarczające wytłumaczenie? Jezu, wiem, że jesteś tępy, ale,
że aż tak?
Chris się zaśmiał. O co mu chodziło?
-Słuchaj mała, ten teren w czasie
lekcji, nie jest najlepszym terenem. Spotykają się tutaj różni ludzie, a plotka
o tym, że nikt tutaj nie chodzi, wyszła właśnie od nich, żeby nikt inny tutaj
też nie wchodził. Ciesz się, że trafiłaś na mnie a nie na jakiegoś zboczeńca.
Tu nie ma monitoringu.
-Przecież ty też jesteś zboczeńcem.
-Ha-ha, śmieszna jesteś. Zmykaj lepiej
na stołówkę.
-Nie chcę tam iść… Wszyscy plotkują.-
Mruknęłam i spojrzałam się w bok, byle tylko nie na niego.
-Taki urok umawiania się ze szkolnym obiektem
westchnień większość lasek. A nie, mówimy o Jeremy’m nie o mnie. W takim razie,
taki urok umawiania się ze szkolną gwiazdą sportu.
-Jesteś skromny.. A ty co tutaj robisz?-
Spojrzałam się na niego i zobaczyłam, że ma przekrwione oczy. No tak, śmierdzi
zielskiem. Myśli, ze jestem tępa?- Czekaj, nie odpowiadaj…
-To zdecydowanie nie twoja sprawa co
tutaj robiłem.- Syczy.
-Oczywiście, że nie moja. Tak jak nie
twoją sprawą jest to, że idę na bal z twoim kumplem.- Odbiłam pałeczkę.
-Akurat to jest moja sprawa dziecinko.
Wracaj na lekcje.- Warknął i mnie wyminął, ale tym razem to ja mu nie
pozwoliłam i z rozbiegu wskoczyłam mu na plecy. Chris przez szok, stracił
równowagę i runął na ziemię, łapiąc jeszcze w między czasie moje nogi i
przetoczył się tak, że był nade mną.
-Pojebało cię?! Mogliśmy się oboje
zabić!- Krzyknął na mnie. A ja w tym czasie myślałam jedynie o tym, że prawdopodobnie
znajduję się w najintymniejszej pozycji z chłopakiem, w moim życiu.
-Chciałam się zatrzymać, a uznałam, że
wołanie nic nie pomoże. Nie mam na tyle siły, żeby pociągnąć cię za rękę, więc
postanowiłam, że będę po prostu oryginalna. – Powiedziałam dumna z siebie.
-Nie przemyślałaś tego, że jestem na haju.-
Mruknął pod nosem. Chyba miałam tego nie usłyszeć.
-No niestety nie. Możesz się podnieść?-
Zapytałam delikatnie go odpychając, ale on jeszcze mocniej wsparł się na
ramionach.
-To całkiem wygodna poza, nie sądzisz?-
Wyszeptał mi prosto do ucha, takim głosem, że przeszły mnie ciarki. I właśnie w
tedy się zorientowałam, że nie reaguje na jego dotyk, tak jak na dotyk innych.
Wodził swoją ręką po moim biodrze, a ja
rozkoszowałam się chwilą, że chociaż raz nie czuje panicznego strachu kiedy
ktoś mnie dotyka. Wręcz przeciwnie, jest to przyjemne, ale… nie powinno być
-Zejdź ze mnie, płytki są zimne.-
Mruknęłam i skrzywiłam się. Kłamałam, tak naprawdę ciepło bijące od jego ciała,
wystarczało, żebym nie czuła lodowatych płytek pod plecami.
Chris przybliżył się do mnie jeszcze bardziej,
co spowodowało coś mega dziwnego między moimi nogami. Właśnie w tej chwili
zaczęłam panikować. To by było na tyle za intymną chwilę. Dziękujemy bardzo.
-Podnieś się, błagam.- Powiedziałam i
zamknęłam oczy.- Podnieś się!
Dopiero teraz pojął o co mi chodzi.
Wstał i pomógł mi wstać.
-Przepraszam, nie powinienem był.-
Powiedział patrząc mi w oczy.
-Nic nie szkodzi… Chcę wracać do domu,
pójdę się zwolnić w sekretariacie.
Byłam rozkojarzona, uciekłam z korytarza i pognałam prosto do
sekretariatu. Po drodze słyszałam, jak moi znajomi mnie wołają, ale ja po
prostu nie zwracałam na to uwagi. Biegłam, bo nie chciałam czuć tego co wywołał
we mnie dotyk tego chłopaka. Bałam się. Bałam się tego uczucia. To uczucie jest
obrzydliwe, to przez nie, mówiono, że ofiary gwałtu nie miały nic przeciwko, to przez nie, mówią,
że jeśli ojciec molestuje córkę, to dlatego, że ona sama go prowokuje, że to z
nią jest coś nie tak. Tylko, że to nie prawda. Kiedy ojciec dotyka własnego
dziecka, czuje się jedynie odrazę, ból i przerażenie. Pora w końcu spojrzeć
prawdzie w oczy, to nie była moja wina, matka się myliła. Tylko, że obiecałam
jej, że nie powiem, a ja dotrzymuje obietnic. Dla dobra rodziny. Poza tym, kto
by mi uwierzył? Viviane zawsze była zapatrzona w naszego ojca jak w obrazek
Jezusa. Kochała go ponad życie i uważała, że jest bohaterem. Dla niej był inny,
a mi zawsze powtarzał, że to kara za to,
że jestem nieudacznikiem, że do niczego się nie nadaje tylko do tego.
Viviane zawsze była jego córeczką. Nikt przecież w to nie uwierzy. Poza tym,
ojciec nie żyje, a żeby mnie naprawić, jest już zdecydowanie za późno.
***
Po szkole nie wróciłam od razu do domu. Najpierw pojechała jeszcze
do centrum handlowego, żeby kupić sobie sukienkę na bal. Wybrałam sukienkę z
długim rękawem, mającą kwadratowy dekolt, składała się tak jakby z dwóch części,
ze spódnicy i bluzki, które były ze sobą
zszyte. Bluzka kończyła się mniej więcej pięć centymetrów pod piersiami i byłą
bawełniana, dalej rozchodziła się rozkloszowana spódnica na kole z pianki.
Miała kolor jasnoróżowy. Była przepiękna i kiedy tylko ją spostrzegłam,
powiedziałam sobie, że muszę ją mieć. Do tego kupiłam jeszcze beżowe szpilki.
Wykorzystałam kartę, która miała służyć na wszelki wypadek. Nie było ze mną
Viviane, a ja nie miałam gotówki, więc był to wypadek.
Tak więc z torbami i kubkiem ze Starbucksa wróciłam do domu.
-Gdzieś ty była?!- Usłyszałam krzyk o dziwo Willa.
- Na zakupach, w sobotę idę na bal, zostałam zaproszona.-
Powiedziałam niewzruszona, co jak mniemam powodowały tabletki na uspokojenie,
które wzięłam. Do tego kawa. Tja.
-Jezu, przeraziłaś nas, kiedy nie wróciłaś ze szkoły z Chrisem.-
Odparł z ulgą Will.- Viv nie ma jeszcze i o niczym nie wie, nie powiem jej.
Obiad jest w lodówce, odgrzać ci?
-Nie, dziękuje.- Byłam trochę zdziwiona, tą nagłą sympatią mojego
szwagra, ale no cóż.
-Chris wrócił naćpany. Nie mam już do niego siły.- Mruknął pod
nosem i wyszedł z kuchni.
Teraz coś zrozumiałam, jemu zależy na Chrisie. Viviane po prostu
wierzy w farmazony matki. Taka jest różnica pomiędzy Willem a moją siostrą. On
uwierzył by w każde słowo Chrisa i zrobiłby wszystko, żeby mu pomóc. Ona
uwierzy w każde słowo, tylko nie w moje i woli uważać, że jestem rozwydrzoną
nastolatką. Przykre, ale prawdziwe.
Kiedy weszłam do pokoju, cały
czas myślałam o tym co zdarzyło się w szkole i czy powinno się zdarzyć. Coś mi
się wydaje, że ten chłopak nieźle namiesza w moim życiu.
Hej!
Przepraszam,
że tak długo nie było rozdziału, mam nadzieje, że ktoś wciąż jeszcze tutaj bywa
xD W święta nadgonię, obiecuje J Teraz mam zapierdziel w szkole, a dzisiaj to już totalnie nie
wiem od czego mam zacząć. Do napisanie :*