Obudziłam się z okropnie
ciężką głową. Całą noc przepłakałam a do tego, zasnęłam na posadzce w łazience.
Podniosłam się więc z zimnej podłogi i spojrzałam w lustro. Wyglądam gorzej,
niż w tedy w szpitalu. Wzięłam z szafki szczotkę i rozczesałam powoli moje
posklejane od łez kosmyki włosów. Kiedy w końcu udało mi się to zrobić, zbieram
je w kok, żeby nie było widać, że nie są pierwszej świeżości. Myje buzię zimną
wodą, żeby odrobinę się rozbudzić, a następnie przemywam ją płynem do
demakijażu, ponieważ mam pandy pod oczami. W końcu przychodzi moment makijażu.
Rozprowadzam niewielką ilość podkładu na twarzy, korektorem zamalowuje
niedoskonałości a oczy maluje tuszem do rzęs. Z szafy w pokoju, wyjmuje dżinsy,
biały podkoszulek i szarą bluzę z kapturem, zasuwaną na suwak. Po prysznicu (
tak wiem, kolejność wykonywanych czynności jest bardzo nie odpowiednia, ale nie
myślę tak jak powinnam, w końcu spędziłam noc na posadzce w łazience)
przebieram się w ubranie i schodzę na dół do kuchni. Wszyscy siedzą przy stole
i jedzą śniadanie, czuje na sobie wzrok Chrisa, jednak nie odwzajemniam go.
-Wyspałaś się?- Pyta obojętnie Viviane. Aha, dalej jest
wściekła.
-Nie za bardzo, ale ujdzie w tłumie…- Mruczę pod nosem i
wyjmuje z lodówki jogurt.
-Zjedz coś przyzwoitego.- Mówi do mnie siostra, ale ignoruje
ją i zajadam się jogurtem.
-Chris, twój samochód przyszedł z serwisu.- Oznajmia Will.-
Dobra, musze lecieć, na razie.- Całuję Viv w policzek i opuszcza pomieszczenie.
Siedzimy w ciszy, co nie jest w cale najgorsze, gorsza jest tak niezręczność
wisząca w powietrzu.
-Jedz szybko jak chcesz, żebym podrzucił cię do szkoły.-
Burczy Chris i dopija swoją kawę.
-Kto powiedział, że chcę z tobą jechać?- Pytam go, a w moim
głosie idzie wyczuć gniew.
-Jedziesz z Chrisem, nie mogę cię odwieźć…- Rzuca Viviane i
wychodzi z kuchni. Jęczę a potem zerkam na chłopaka. Podnosi na mnie swoje
czarne oczy, które przeszywają mnie na wylot.
-Sorry za wczoraj.- Wypowiada te słowa tak cicho, że niemal
ich nie słyszę. –A teraz zbieraj dupę, bo nie będę na ciebie czekał.
-Wcale nie chcę z tobą jechać!- Warczę.
-Trafisz sama do szkoły? A z resztą… rób co chcesz.- Burczy
i wychodzi z domu. Po chwili namysłu, wychodzę jednak za nim i staje jak wryta,
przed bardzo drogim samochodem którego jeszcze w życiu tutaj nie wiedziałam.
Nie znam się na autach, ale na pierwszy rzut oka, widać, że to obecne tutaj,
wcale nie było tanie.
Wsiadam na miejsce pasażera i zapinam pas. Chris zerka na
mnie z ukosa i uśmiecha się złowieszczo. Nie bardzo wiem co to ma znaczyć, ale
obstawiam, że nic dobrego. No i się nie mylę. Chris, zamiast jechać w prawo,
drogą która prowadzi do szkoły, skręca w lewo, droga wylotowa z miasta.
-Co ty robisz?!- Krzyczę.
-Jadę autem.- Odpowiada i się śmieje.
-Tyle to i ja widzę! Dlaczego nie w drugą stronę?!
-Bo nie jedziemy do szkoły.- Mówi to w taki oczywisty
sposób, że mam ochotę wyrwać mu kierownicę z rąk i kierować za niego.
-Jak to?! Czy ty chcesz, żeby Viviane była jeszcze gorzej
zła?!- Warczę i szturcham go.
-Co ty robisz wariatko, chcesz nas zabić?!- Wrzeszczy na
mnie i naprostowuje samochód.
-Akurat wydaje się to lepszym rozwiązaniem, niż perspektywa
całego dnia z tobą!
-Uspokój się, do cholery jasnej! Poza tym, nie przejmuję się
tym, co pomyśli Viv. Ona i Will wkurwiają się na mnie z dosyć dużą
częstotliwością. Gdybym chciał się tym przejmować, nie miałbym życia, no tak,
zapomniałem, ty raczej i tak nie wyglądasz na buntowniczkę, tylko na grzeczną dziewusi
z dobrego domu.
-Wal się…- Syczę i odwracam głowę w stronę okna.
Nim zdążę się zorientować, jesteśmy już za miastem. Nie
odzywamy się do siebie, po prostu wsłuchujemy się w szum opon, sunących po
autostradzie oraz w dźwięki radia. Jestem taka wkurzona, że chyba aż wychodzi
mi para przez uszy, za to mój towarzysz jest niewzruszony faktem, że właśnie
zabiera nas na wagary. Przecież jak Viviane się dowie, to nas powiesi. Powiesi
nas… A ja nie chcę jej dokładać problemów. Znienawidzi mnie tak samo jak
znienawidzili mnie rodzice. Jestem tego pewna w stu procentach.
-Dobra, zawrzyjmy układ.- Odzywa się Chris, a jego czarne
oczy zerkają na mnie przez chwilę.
-Jaki znowu układ?- Mówię znudzonym głosem i odwracam w jego
stronę.
-Ty opowiesz mi dlaczego boisz się dotyku oraz o twoim
idealnym domku, a ja odwiozę cię do szkoły. Może być?- Pyta zadowolony ze
swojego planu, a mi zaczyna się wydawać, że wagary wcale nie są takim złym
pomysłem, w porównaniu do rozmowy o domu i przeszłości.
-To co było w Malibu, zostało w Malibu.- Staram się być
opanowana.
-Okay, to jedziemy dalej.- Prycha a na jego twarzy znów
widnieje ironiczny uśmieszek. Ugh, jak ja go nie cierpię!
-Ale z ciebie padalec.
-A z ciebie niezrównoważona wariatka, ale uwierz, nazywali
mnie gorzej niż padalec.- Puszcza mi oczko i znów skupia się na drodze.
-Jesteś taki wkurzający, naprawdę! Niczym się nie
przejmujesz, ale z ciebie egoistyczna małpa…
-W przeciwieństwie do Jeremy’ego, co?
-Tak, on jest… czekaj, co ma do tego Jeremy?- Pytam,
strącona z drogi. O co mu chodzi?
-To, że robisz do niego maślane oczka. Uwierz, wiem, kiedy laska
ślini się na czyjś widok.- Śmieje się
-Nie robię do niego maślanych oczu! A poza tym, to nie twoja
sprawa. Zajmij się Aileen.
-Oj robisz, robisz… Jer to mój kumpel, więc w pewnym sensie
to moja sprawa, bo widok was obojga, nie jest zachwycający. Nie chcę skazać
kumpla na wieczną męczarnie. No i do tego, spójrzmy prawdzie w oczy, związki monogamiczne
są przereklamowane.
-Przecież jesteś z Aileen.
-Posłuchaj Esmeraldo, czy jak ci tam na imię… Aileen i ja
żyjemy w wolnym związku, jasne, jesteśmy razem tylko dlatego, że ona jest najlepszą
sztuką w szkolę, a na mnie poluje każda dziewczyna, zaraz po kapitanie drużyny,
jestem najbardziej pożądanym kąskiem w szkole. Poza tym, nic nas nie łączy. Ona
bzyka się z kim chcę, ja z resztą też. Totalnie mam ją w dupie.
-Jesteś obrzydliwy…- Krzywię się.- Jak można tak traktować
dziewczynę, nie widzisz jak ona na ciebie patrzy?
-Niby jak? Daj spokój, to też nie jest jej bajka. Zaufaj mi…
-Nie mam ku temu podstaw. – Przekomarzam się.
-Oj daj spokój, kto chciałby bzykać się przez całe życie z
jedną laską?- Pyta mnie, a wyraz jego twarzy jest tak samo dupkowaty, jak to co
przed chwilą powiedział.
-No wiesz, spałeś już z wieloma laskami, może pora
przystopować.
-A no tak, ty raczej nie wyglądasz na taką co sypia z chłopakami…-
Śmieje się.
-Skąd możesz o tym wiedzieć?- Pytam oburzona, mimo, że ma
rację.
-My umiemy wyczuć która panna jest dziewicą, gdybym nie
wiedział, wpakowałbym się w jakieś uczuciowe gówno. Każda dziewica podchodzi
emocjonalnie do seksu, no i takie laski jak ty. Ani nie wyglądasz jak Aileen
ani się tak nie zachowujesz.
-Do tego mnie obrażasz…- Zajebiście, nie dość, że dał mi do
zrozumienia, że jego dziewczyna jest ładniejsza, to jeszcze ma mnie za
wariatkę. Dżentelmen…
-Nie miałem zamiaru cię obrazić. Słuchaj, gdybym chciał się
pakować w związek z jedną laską, była by to dziewczyna twojego pokroju,
delikatna i urocza. A nie jak Aileen, pyskata i ostra w łóżku.
Czy on właśnie nazwał mnie uroczą? Ugh, to i tak dupek!
Przez chwilę nic nie mówimy, po prostu jedziemy spokojnie, w całkowitej ciszy.
Analizuje to co właśnie mi powiedział. Czy serio robię maślane oczy do Jeremy’ego?
I czy serio jestem urocza? Pewnie i tak się tego nigdy nie dowiem. Pan „Jestem
największe ciacho w szkole i przelecę każdą” nigdy się do tego nie przyzna, ani
tego nie powtórzy.
To dziwne, ale z czasem moje nerwy na niego maleją. Nawet
cieszę się, że urwaliśmy się ze szkoły. Nie mam humoru widzieć się z ludźmi
gadającymi o moim zatruciu alkoholowym. Nagle czuje wibrowanie telefonu. Serce
zaczyna mi szybciej bić, a dłonie się pocą. Będę miała przerąbane, wiem, że to
Viviane… Wciskam zieloną słuchawkę i przykładam go do ucha.
-Gdzie ty do jasnej cholery jesteś?!- Krzyczy.
-W szkole…- Staram się udawać wyluzowaną i spokojną, ale
wiem, że mi to nie idzie.
-Słucham?! Dzwonił do mnie właśnie dyrektor i pytał, czy
wszystko w porządku z tobą, bo nie ma cię w szkole. Z resztą Chrisa tak samo!
-Mogę ci to wytłumaczyć!
-A co tutaj tłumaczyć?! Myślałam, że jesteś inna, ale nie!
Sądziłam, że byłam dla ciebie za ostra, że to jednorazowa sytuacja… Matka miała
rację, są z tobą same problemy.
Po tych słowach upuszczam telefon, który zlatuje gdzieś pod
fotel. Chris patrzy się na mnie a jego wzrok tężeje a usta wyginają się w
grymasie.
-Nie mów, że będziesz płakała…
Ale właśnie w tym momencie łzy płyną po moich policzkach.
Nie mogę powstrzymać tego palącego uczucia, które zabija mnie od środka. „Matka
miała rację”. Ona przecież nie wie. Jak w ogóle moja matka może obwiniać o to
mnie, nie ojca?! Skoro byłam taka tragiczna, dlaczego mnie gdzieś nie oddała?!
Przecież od początku byłam problemem.
-Jezu, nie rycz, błagam. Czyjś smutek wprawia mnie w
zakłopotanie. Uspokój się, błagam cię… Kurde, ja nawet nie wiem co się robi w
takich sytuacjach. To znaczy, na filmach koleś zazwyczaj bierze dziewczynę na
ręce, ale… Czy mogę zaoferować ci swoje ramię?- Pyta mega uprzejmie i zjeżdża
na pobocze.
Mimo, że to co mówi i jego paplanie jest takie uroczo
śmieszne, nie mogę przestać płakać, za bardzo bolą mnie słowa które usłyszałam.
Przecież nikt nie ma pojęcie… Ale Chris, po raz pierwszy odkąd tutaj jestem,
zachowuje się tak jak powinien. Odsuwa swój fotel, odpina mój pas i bierze mnie
na kolana, a ja nawet nie zastanawiam się nad tym wszystkim, tylko wtulam
policzek w jego klatkę piersiową i
słucham bicia jego serca. Płaczę, bo tylko to od kilku lat potrafię robić
najlepiej. Płakać… A on głaszcze mnie uspokajająco po głowię i wciąż do siebie
tuli. Podświadomie wtulam się w niego jeszcze mocniej. Czuję jakby właśnie to
miejsce, jego ramiona, były moją bezpieczną przystanią. Czuję się bezpiecznie i
mam wrażenie, że nic tutaj nie może mi się stać. Tak powinnam się czuć przez
całe życie, szkoda, że jednak tego nie miałam…
-Co takiego powiedziała Viviane?- Pyta mnie Chris.
-Nic konkretnego.- Chlipie, mimo to, oboje wiemy, że to
kłamstwo. Chris wie, że nie ma sensu się kłócić i wraca do głaskania mnie po
głowie i szeptania do ucha pocieszających słów oraz jakiś żarcików, które z
czasem zaczynają mnie rozweselać. Może to jednak nie taki dupek?
***
- Jak w ogóle mogliście nie pójść do szkoły?!- Wrzeszczy
Viviane. Will nic się nie odzywa. Stoi i słucha, jak jego żona wrzeszczy na
cały dom.
-To moja wina, ona o niczym nie wiedziała. Daj je spokój.-
Mówi totalnie nie przejęty sytuacją Chris. Ja nie mam nawet siły się bronić.
Stoję tam, tak jakby nie dotyczyło to mnie. Chcę jedynie pójść do pokoju i
zasnąć.
-Nie mam do was siły…- Syczy Viviane i wychodzi z kuchni.
Will poklepuje mnie po ramieniu i idzie za nią.
Zerkam na Chrisa, po czym idę do swojego pokoju, a on, ku
mojemu zdziwieniu, idzie za mną. Wchodzimy do pokoju i siadamy oboje na łóżku.
Chris patrzy na mnie zmartwiony.
-Wszystko ok?- Pyta.
-Tak, w porządku… Możesz pójść do siebie.- Mówię od niechcenia,
ale prawda jest taka, że nie chcę żeby szedł do siebie.
-Ej, aż takim dupkiem nie jestem. Wiem, że w naszej szkole
panuje wszechwiedząca opinia, że jest inaczej, ale dzisiaj nie zostawię cię w
takim stanie jak ostatnio. Nie chcę, żebyś znowu spała w łazience, płacząc.
Jego słowa mnie dziwią i wprowadzają w osłupienie.
-Wiedziałeś, że śpię w łazience?- Pytam niedowierzając
-Właściwie zobaczyłem to rano, ale nie chciałem cię budzić,
bo mogłabyś wpaść w panikę. No wiesz… dotyk.
-No tak, dziękuję. Tak w prawdzie, to jak to się stało, że
trafiłeś do szkolnego zespołu?- Zmieniam temat, po sądzę, że powinnam
dowiedzieć się o nim nieco więcej. On
wie o mnie w brew pozorom, naprawdę wiele.
-Miałem do wyboru albo to, albo wydalenie ze szkoły. To
kara, nie przyjemność.- Mówi i śmieje się. Jest inny, swobodny.
-A kiedy nauczyłeś się grać na gitarze?
Wzdycha, a potem wstaje i zaczyna krążyć po pokoju.
-Jako młody chłopak. No wiesz, miałem może dziesięć lat.
Czułem potrzebę zaimponowania komuś. No wiesz, że ja też coś potrafię. Nie
lubię o tym gadać. Zawrzyjmy umowę.
-O nie… kolejną?- Jęczę, a on zaczyna się śmiać,
-Ja nie pytam cię o przeszłość, a ty nie pytasz mnie.
Logiczne? A i, od jutra wracamy do normalności. Nie mogę pozwolić ci się za
bardzo panoszyć.- Żartuję.
-Okay, umowa stoi. A, i zapamiętaj coś, to i tak nie fajne,
jak traktujesz Aileen i inne dziewczyny.
-Uwierz mi s… Moja droga, same się o to proszą
-Co chciałeś powiedzieć?- Pytam zaciekawiona. Szybko się
poprawił, a to było dziwne
-Chciałem nazwać cię per „Skarbie”, ale uznałem, że nie, bo
tak nazywam laski z którymi sypiam. Dopóki nie wymyślę ci czegoś fajniejszego,
po prostu będziesz Esme. Przecież z tobą
nie będę sypiał
-Fuuuj! To by było obleśne.- Śmieje się. On patrzy na mnie z
uśmiechem.
-Na pewno nie gorzej niż twoje rzygi na moim portkach.-
Wybuchamy śmiechem. Jejku, on serio potrafi być fajny.- Dobranoc Esme.
-Dobranoc Chris.
Chris wychodzi z mojego pokoju a ja,
zabierając po drodze swoje rzeczy idę do łazienki. Kurcze, on serio potrafi być
uroczy, a szczególnie w tedy, kiedy panikuje. Majaczy w tedy jak pomylony.
Podsumowując dzisiejszy dzień, nie było najgorzej. Zbliżyliśmy się do siebie,
chcąc czy nie chcąc, no i mogłam poznać prawdziwe oblicze mojego współlokatora.
On udaje takiego chama i dupka, a w rzeczywistości jest serio fajnym
chłopakiem. Skoro chce, żebyśmy się ze sobą gryźli, luz. Prędzej czy później,
sprawię, że wszyscy poznają tego chłopaka z tej drugiej strony. A na razie,
może faktycznie skupię się n a Jeremy’m? Jest fajny, a skoro i tak niektórzy
uważają, że robię do niego maślane oczka, czemu by nie próbować?
Hej!
Dzisiejszy rozdział bogaty
w dialogi, ale coś takiego mi wpadło do głowy. Mam nadzieje, że się podoba ;) A
od następnego rozdziału, ciąg dalszy przytyków i uwag między Chrisem a Esme :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz