Razem z moją siostrą i Willem, stoimy w kuchni, szykując
śniadanie. Ciekawe co takiego dzisiaj wymyśli Chris. Nasza wczorajsza rozmowa
przy kolacji była zabawna, to znaczy dla mnie. Sądzę, jednak, że powinnam się
trochę ogarnąć i nie oceniać go od razu na dupka… Chociaż nie, on jest dupkiem
i sądzę, że takie dogryzki i dokuczanie sobie, będziemy mieć na porządku
dziennym. Oj taak, Viviane i Will nie będą mieć z nami łatwego życia.
-
Witam drogie panie.
O wilku mowa. Christopher właśnie dumnie wkroczył do kuchni, niczym kogut w kurniku i oparł się o futrynę.
O wilku mowa. Christopher właśnie dumnie wkroczył do kuchni, niczym kogut w kurniku i oparł się o futrynę.
-Dojrzale,
Chris, nie ma to jak dąsać się na starszego brata jak dziecko w zerówce. Witamy
w przedszkolu! – Mówi do niego Will. Chris robi dziwną minę, jakby dziwił się,
że Will to Will.
-Przepraszam
cię braciszku, sądziłem, że to jakaś koleżanka Viviane przyszła, a to tylko ty.
Masz zbyt damskie ciało stary, polecam ci siłownie na rogu.
Prycham
pod nosem i staram się stłumić śmiech, dobra, to mu się udało. Viviene odwraca
się do nas i patrzy to na mnie do na Chrisa.
-Streszczać
się, za raz macie wyjść do szkoły.
Patrzę
na nią jakbym nie wiedziała czym jest szkoła i po co się do niej chodzi.
-Jestem
tutaj drugi dzień, czy to konieczne żebym szła do szkoły.
-Jestem
po melanżu, czy to konieczne, żebym szedł do budy? – Pyta Chris, w bardzo
irytujący sposób, a za moment robi minkę niczym kot ze Shreka.
-Tak
Esme, to konieczne, dzięki temu będę miała pewność, że ten melażnowicz poszedł
do szkoły. Poza tym, nie chcę żebyś zawalała lekcję. I tak wystarczająco dużo
zawaliłaś, po… - Przerywam jej, żeby nie kończyła.
-Dobra,
kumam. Pójdę do szkoły, będę się czułą jak idiotka bo nikogo tam nie znam.
-Znasz
Chrisa, poza tym właśnie. Masz jej pokazać co, jak i gdzie.
-Dlaczego
ja?
-Ja
też nie skaczę z radości…- Mruczę pod nosem i zerkam na niego gniewnym
wzrokiem.
-Bo
tylko ciebie zna, na litość boską, poznaj ją ze swoimi znajomymi, tyle chyba
możesz zrobić.
-Ma
mi się wjebać do paczki, Żartujesz sobie?! Ja jestem w ostatniej klasie, a ona
w drugiej! Dzielą nas dwa lata! To jakby ktoś w jej wieku kumplował się z
gimnazjalistą.- Burzy się.
-Daj
spokój, dwa lata to nie różnica. Poza tym, nie przesadzasz aby trochę? Ona jest
mądrzejsza od niejednego twojego kumpla. Jak jemu… Cam jest chyba najgłupszym
człowiekiem jakiego poznałam, a ta twoja dziunia, Aileen, to pustak jakich
mało! Totalnie spełnia każdy stereotyp blondynki z kawałów.
-Po
pierwsze, Cam jest zabawny a nie głupi, no dobra, może to pustak, ale jest w
porządku i rozkręca każdą imprezę a rodzice Aileen są jednymi z najbogatszych
ludzi w tym mieście, a ona ma same piątki i szóstki w szkole, dobra, może
faktycznie nie grzeszy inteligencją, ale
kurwa… czy ty wiesz jaką ona robi laskę? Każdy mi tego zazdrości. Przynajmniej
nie przyprowadzam ci jakiś lasek zatrutych Wenerą co noc do domu, tylko
stereotypową blondynę, ale jak ci to przeszkadza, to luz. Zmienimy to.
-Jak
na jej chłopaka, raczej nie cenisz jej za charakter, faktycznie jesteś
dupkiem.- Mówię do niego i wstaje od stołu, żeby pójść po rzeczy potrzebne do
szkoły.
-Mówisz,
tak bo zazdrościsz, że to nie ty jesteś na jej miejscu. Przecież ja jej siłą
przy sobie nie trzymam. Jakby jej się nie podobało, to jak ją traktuje,
odeszłaby. Jakoś jest cały czas, więc jednak musi być zadowolona z moich
łóżkowych sztuczek.
-Nie
interesuje mnie to co robicie w łóżku. Viviane, jak mam się dostać do szkoły?-
Pytam zmieniając temat.
Jak
ja w ogóle mogłam sądzić, że on może być fajny i powinnam dać mu szansę? Nagle
rozlega się głośne trąbienie za oknem.
-Zdaje
się, że razem z nimi. Miłego dnia kochani, Chris, przedstaw Esme przyjaciołom.-
Viviane patrzy na nas z wesolutkim uśmieszkiem i opuszcza kuchnię. Zerkam na
pacana stojącego w drzwiach, on też podnosi na mnie wzrok i patrzy mi w oczy.
Są czarne, nie ciemno brązowe, czarne. Stoję tak i patrzę się w nie, jak
zahipnotyzowana, a on najwyraźniej nie ma nic przeciwko, bo sam patrzy się w
moje, jakby widział w nich morze, do momentu w którym nie rozlega się kolejny
dźwięk klaksonu.
-Chodź
jeśli nie chcesz się spóźnić na pierwszą lekcję.- Mruczy pod nosem i nie patrzy
na mnie.
Z
kuchni wychodzę pierwsza, tak samo jak i z domu, chociaż zaraz przy
samochodzie, kiedy spotykam się z dziwnymi wzrokami pasażerów jeepa, orientuje
się, że oni mnie nie znają. Jaka ze mnie debilka?
Na
plecach czuje czyjąś dłoń i automatycznie się wzdrygam, całe moje ciało
sztywnieje. Nie dlatego, że wiem kto mnie dotyka, ale dlatego, że nie lubię
tego. Czyjś dotyk jest dla mnie jak gorące żelazo przyłożone do skóry.
Chris
otwiera drzwi jeepa i popycha mnie, żebym weszła.
-Siema,
to młodsza siostra Viviane, czwarty mieszkaniec tej chaty. Ma na imię Esme.-
Mówi i siada obok kierowcy. Ja natomiast wsiadam do tyłu obok dwóch dziewczyn.
Uśmiechają się do mnie i mają miły wyraz twarzy.
-Hej
Esme, ja jestem Georgie a to Ana. Będziesz chodziła z nami na jakieś zajęcia?-
Pyta dziewczyna.
Ma krótko ścięte włosy do ramion, w kolorze
czarnym z prześwitami granatu, są
kręcone, więc z pewnością gdyby je wyprostowała byłyby dłuższe. Druga zaś, ma
na głowie sombre, a długość jej włosów jest mniej więcej do piersi, są
wycieniowane. Obie są szczupłe, z mega długimi nogami i podkreślonymi atutami.
Czuję się przy nich jak muffinka przy torcie Buddy’ego Valastro. Ja w niczym
ich nie powalam. Założę się, że mają średnią 5.0 i dostaną stypendia na
Harvardzie.
-Nie, jestem w drugiej klasie.
Pewnie będziemy widywać się tylko w porze lunchu.- Mówię i staram się
uśmiechnąć, ale jestem pewna, że wychodzi mi krzywy grymas.
-Zawsze coś.- Mówi ta druga,
czyli Ana.
-Dokładnie, fajnie, że w końcu
dołączy do naszej paczki ktoś, kto nie jest w naszym wieku. Będzie można
wymieniać doświadczenia.- Żartuje Georgie.
Dziwi mnie to, w jaki sposób
mnie przyjęły. Chris raczej jasno dał mi do zrozumienia, że nie lubią młodszych
i nie chce, żeby ktoś rozwalał im paczkę.
- W szkole poznasz jeszcze
Aileen, czyli kolejną dziewczynę z paczki, jest zazdrośnicą, więc może
pomyśleć, że Chris sobie znalazł kogoś innego, ale ogólnie nie jest najgorsza.
Poznasz też Lizzy i Bretta, no i Jeremy’ego. A Cama powinnaś już znać, ale to dupek, podobnie
jak Chris więc się nie przedstawił.- Tłumaczy mi Ana.
Wspomniany kierowca odwraca
się na moment do tyłu i uśmiecha się tak, jakby miał zamiar mi powiedzieć
„Chodźmy się zabawić za szkołą”. Nie odwzajemniam jego uśmiechu, raczej patrzę
na niego z politowaniem.
-Cześć mała, jestem Cam. Czyli
największy przystojniak w paczce.
-Nie pochlebiaj sobie.- Mówi
Chris.-To zdecydowanie ja jestem najseksowniejszy.
Dziewczyny przekręcają oczami,
a ja czuję się co najmniej dziwnie, orientuję się, że jesteśmy już pod szkołą.
Wysiadam z jeepa i nagle czuje wzrok wszystkich ludzi na sobie. O co im chodzi?
-Nie przejmuj się.- Mówi Ana.-
Nie wiedzą kim jesteś.
Patrzę na nią i stwierdzam, że
raczej nie chcę żeby to Chris oprowadzał mnie po szkole. Póki co znam, tylko
Ane, Georgie i dwóch dupków.
-Mam prośbę Ana. Czy ty
Georgie mogłybyście oprowadzić mnie po szkole? Sądzę, że na początek chyba,
będę musiała pójść odebrać mój plan lekcji, odnaleźć szafkę i sale.
-Pewnie, chodźmy.- Uśmiecha
się do mnie i woła Georgie gestem ręki. Ta z kolei rozmawiała z tlenioną
blondyną, z tego co mogę się domyślać to chyba Aileen, bo zaraz gdy Georgie ją
opuszcza, biegnie do Chrisa i namiętnie go całuje. Obrzydliwe. Nienawidzę
publicznego okazywania uczuć. Nie chodzi o zazdrość, raczej o niesmak chwili.
Bez przesady. Proponuje urządzić live porno w przerwie meczu.
Dziewczyny wprowadzają mnie do
ogromnego budynku szkoły i dokładnie tłumaczą co jest w za danymi drzwiami,
gdzie lekcje mają pierwsze klasy, gdzie drugie a gdzie trzecie i czwarte. Okazuje się, że szkoła składa się z tak jakby
trzech części. W pierwszej, w której się teraz znajdujemy jest sala
gimnastyczna, szkolny teatr, sekretariat, stołówka, siłownia, sala fitness i
inne tego typu sprawy. W drugiej części są dwa piętra, na jednym lekcje mają
pierwszaki, za drugim klasy drugie. W trzeciej części, na pierwszym piętrze
mają lekcję trzecioklasiści a na drugim seniorzy. Przed szkołą znajdują się też
stoliki i boisko.
-Swoją szafkę powinnaś mieć
gdzieś w łącznikach między częściami szkoły. Jak dostaniesz numer to ci
powiemy.- Mówi Georgie.
-Dziękuję, że pokazujecie mi
szkołę. Chris rano jasno dał mi do zrozumienia, że młodsi nie mają wstępu do
waszej paczki.
-Pierdoli jak potłuczony.
Chris to dupek, ale nie w naszej broszce jest mówić ci dlaczego. Obstawiam, że
pewnie twoja siostra wie, ale to śliski temat i wątpię, żebyś czegokolwiek się
dowiedziała.
-Rozumiem. Dobra, dalej już
sobie raczej poradzę. Dzięki jeszcze raz. Do przerwy obiadowej.- Mówię do nich
i wchodzę do sekretariatu.
Sekretarka jest całkiem miła podaje mi mój plan lekcji, mówi również, że po lekcjach dyrektor chciałby się ze mną widzieć, żeby mnie poznać. Tłumaczy gdzie jest gabinet szkolnej pedagog a gdzie psychologa. Mówi mi jeszcze raz w którym sektorze mam lekcje. Daje mi również mapkę szkoły, gdzie zaznacza punkt zaczepienia czyli sekretariat, a następnie moją szafkę. Dziękuje jej i opuszczam pomieszczenie, kierując się do miejsca wyznaczonego. Nie umiem posługiwać się mapą. Oj nie umiem… Po drodze gubię się z jakieś trzy razy, co sprawia, że spóźniam się na lekcję i mam niesamowite wejście. Zaczynam od historii, podobno babka przynudza i jest w miarę na luzie.
Sekretarka jest całkiem miła podaje mi mój plan lekcji, mówi również, że po lekcjach dyrektor chciałby się ze mną widzieć, żeby mnie poznać. Tłumaczy gdzie jest gabinet szkolnej pedagog a gdzie psychologa. Mówi mi jeszcze raz w którym sektorze mam lekcje. Daje mi również mapkę szkoły, gdzie zaznacza punkt zaczepienia czyli sekretariat, a następnie moją szafkę. Dziękuje jej i opuszczam pomieszczenie, kierując się do miejsca wyznaczonego. Nie umiem posługiwać się mapą. Oj nie umiem… Po drodze gubię się z jakieś trzy razy, co sprawia, że spóźniam się na lekcję i mam niesamowite wejście. Zaczynam od historii, podobno babka przynudza i jest w miarę na luzie.
-Witam nową uczennicę.- Mówi
uśmiechając się. To starsza kobieta, na moje oko ma gdzieś z sześćdziesiąt lat
i niewiele jej brakuje do emerytury. –Klaso, to Esme. Esme przyjechała z
Californii. Mam nadzieje, że przyjmiecie ją miło. Zajmij wolne miejsce.
Przynajmniej nie kazała mi się
przedstawiać, to takie głupie. Wszyscy się patrzą na ciebie jak na idiotkę.
Zajmuję miejsce koło jakiegoś chłopaka. Bardzo charakterystycznego. Ma
platynowe włosy, różowy T-shirt i cholernie obcisłe spodnie. Nie chcę wyciągać
pochopnych wniosków, ale chyba już wiem co usłyszę.
-Cześć, jest Alec. Nie musisz
się martwić, jestem gejem, nie zgwałcę cię ani nie będę próbował się do ciebie
dobierać.- Mówi na wstępnie.
-Wow, jesteś bezpośredni.
Lubię to. Jestem Esme, nie będę opowiadała ci dlaczego się tutaj
przeprowadziłam, ale nie chodź koło mnie z wykrywaczem metalu bo zwariuje.
Chłopak patrzy się na mnie
zdziwiony, ale po chwili się uśmiecha.
-Tyle pircingu?
-Raczej śrub w ciele.- Śmieje
się. Alec chyba rozumie, że nie ma sensu pytać o więcej, więc poklepuje mnie po
ramieniu.
-Na jakie zajęcia chodzisz?-
Pyta.
-Na historię, geografię,
chemię, hiszpański no i obowiązkowe zajęcia.
-Ja chodzę na fizykę, biologię
i francuski. Nie wpasowałaś się w mój plan zajęć.- Śmieje się.- Ale
przynajmniej mamy razem historię. No bo nie wiem z kim masz zajęcia
obowiązkowe. Możesz mieć z innym nauczycielem.
-Matematykę mam z panem
Bruce’m, a angielski z panną Lizander. Straszni?
-Matmę masz ze mną, angielski
nie. Słyszałem, że ta baba od angola jest cholerną jędzą, ale na większości jej
lekcji z młodszymi klasami siedzą seniorzy i rozwiązują jakieś durne testy. Na
matmie nie jest tak źle.
-Przynajmniej
jeszcze kogoś znam, nie licząc Any, Georgie, Chrisa i Cama…- Mruczę pod nosem.
-Znasz
ich? To seniorzy. Jak to możliwe?- Dziwi się i patrzy na mnie takim wzrokiem,
jakbym robiła sobie z niego jaja.
-Chris
to brat, męża mojej siostry i mieszkam z nim, więc dlatego poznałam resztę.
-Musisz
mnie wkręcić do paczki.
***
Idę
korytarzem na stołówkę. Czuję się tutaj co najmniej dziwnie, bo wszyscy się
patrzą na mnie jak na kosmitkę. Czasami, mam wrażenie, jakby ktoś robił sobie
ze mnie jaja i przyczepił mi coś na plecy. Coś w stylu napisu „Klepnij mnie”,
ale jeśli takie coś widniało by na moich plecach, raczej wszyscy by mnie
klepali.
Okay,
poznałam dzisiaj już część osób z paczki Chrisa, Aleca z historii i matmy,
Jolande z hiszpańskiego i gotkę Rosalie z chemii. Ogólnie, Jolanda i Rosalie
raczej nie pałają do mnie ogromną sympatią, ale ja raczej też nie czuję się
przy nich wyśmienicie. Alec oznajmił mi na poprzedniej przerwie, że on i jego…
partner (użył zupełnie innych słów), zrywają się z reszty lekcji, na całe
szczęście nie zostanę sama na stołówce. W każdej szkole, to właśnie miejsce, w
którym jest gorzej niż w piekle. Możesz tam wejść i nigdy nie wyjść.
Kiedy
wchodzę do środka szukam wzrokiem Any i Georgie. Siedzą przy dużym stole,
chociaż sądzę, że są to dwa stoły złączone ze sobą, wciśniętymi w najdalszym
kącie stołówki. Cwane, nikt nie widzi co jesz, co mówisz i kogo akurat
obgadujesz. Bo obstawiam, że to właśnie robią paczki o wyższych stanowiskach w
szkole.
Zabieram
swoje zamówienie i idę z tacą właśnie do nich.
-Cześć.-
Mówię i siadam koło dziewczyn. Ci, którzy jeszcze mnie nie poznali patrzą się
na mnie dosyć dziwnym wzrokiem. Nie dziwię im się, ja też sądzę, że jestem
wariatką.
-To
Esme, siostra Viviane.- Mówi Ana.
-Chris
o tobie mówił.- Wyrywa się jednemu z chłopaków.
-To
Brett, chłopak Lizzy, która siedzi koło niego.- Mówi, wcześniej wspomniany
Chris, aż mnie to dziwi, dlaczego to on cokolwiek powiedział.
Lizzy
uśmiecha się do mnie a Brett patrzy raczej obojętnie, ciężko go wyczuć.
-To
Aileen.- Mówi Georgie, wskazując na dziewczynę jedzącą sałatkę cezar. Dziwi
mnie, bo nie siedzi koło Chrisa, tylko po drugim końcu stołu.
-A
to Jeremy.- Wskazuje na chłopaka, zajmującego miejsce zaraz obok Chrisa. On
uśmiecha się do mnie i wraca do patrzenia w swój telefon.
-Więc
wracając do tematu imprezy.- Mówi Brett.
-Oczywiście,
Esme idzie z nami.- Mówi Lizzy. Patrze na nią przerażona i zaczynam odmawiać.
-Nie,
ja naprawdę nie muszę nigdzie iść, nie, to nie konieczne…
-Uspokój
się. – Mówi Chris.
-Nie
będziesz mi mówił, co mam robić!- Denerwuje się, chociaż, wiem, że nie
powiedział nic złego, bo przecież zaczęłam się jąkać jak jakaś pomylona.
-Dla
mojej przyjemności mogłoby cię tutaj nie być, tak samo, jak nie było moim
pomysłem, żebyś szła na tę pierdoloną imprezę. Ogarnij się.
-Chris,
zachowujesz się jak dupek.- Mówi Aileen, co wprawa mnie w duży szok.
-Nie
wtrącaj się Aileen.- Warczy do niej.
-Uspokójcie
się wszyscy!- Krzyczy Cam.- To lunch, i nikt nie ma ochoty na kłótnie.
-Cam
po raz pierwszy powiedział coś mądrego.- Mówi Georgie.- I po raz pierwszy ma
rację. Nie ma o co się kłócić. Esme, impreza jest w sobotę w domu u Lizzy.
Powiesz Viviane, że idziesz do mnie na noc. Chris cię przywiezie, będzie
fajnie.- Namawia mnie.
-Pomyślę
o tym. Przepraszam za moje zachowanie, jestem po prostu zestresowana.- Mówię
szczerze, i zauważam, że robię tym z siebie większą debilkę, niż jestem. Chris
tłumi śmiech, ale nim się nie przejmuje, a reszta patrzy się na mnie jak na
dziecko któremu zginął lizak.
-W
porządku. A ty geniuszu nie śmiej się! Tak, do ciebie mówię Christopher.- Syczy
Ana.
Dziewczyny
wyraźnie starają się podnieść mnie na duchu i chcą żebym zaczęła się czuć
pewniej w ich towarzystwie.
-Mam
pomysł.- Mówi wesoło Lizzy.- Po szkole, wszystkie jedziemy do mnie na takie
babskie popołudnie. Później was odwiozę, albo coś się wymyśli.
-Jestem
za!- Mówi Goergie. Ana jej wtóruje, Aileen też się zgadza, a ja chyba nie mam
wyjścia.
***
Dom
Lizzy jest duży. Przypomina raczej wille, niż dom jednorodzinny. Siedzimy w jej
pokoju. Ma własną łazienkę i garderobę wielkości jej pokoju. Jej rodzice muszą
być dziani.
Siedzę
na łóżku i boję się dotknąć czegokolwiek innego, żeby nie zepsuć. Ja mam takie
szczęście, a raczej nie byłoby to dobre pierwsze wrażenie, jak od razu
pierwszego dnia znajomości zniszczyłabym jej pokój.
-Byłaś
już gdzieś w Seattle?- Pyta Ana.
-Jeszcze
nie, ale pewnie niedługo to się zmieni. Na razie staram się ogarnąć szkołę i
osiedle na którym mieszkamy.
-Jutro
po szkole, zabierzmy cię do centrum handlowego. Co ty na to?- Proponuje Lizzy.
-Dobry
pomysł.- Mówię, chociaż wcale tak nie myślę.
-Przepraszam
za Chrisa.- Mruczy Aileen.- To czasami taki cholerny głupek, ale wiesz, jest
cudowny, każda na niego poluje i każda chce z nim być. Sama rozumiesz. Wygrałam
los na loterii, że mogę z nim być.- Rozmarza się.
-Chris
zawsze jest dupkiem, nie licząc tych rzadkich momentów kiedy akurat nim nie
jest.- Śmieje się Georgie.- Ale wiesz, nie ma co przejmować.
-Nie
mam zamiaru. Ja tez potrafię się odezwać, jak coś mi nie leży. To dzisiaj w
stołówce, to nie byłam ja. Zazwyczaj jestem trochę bardziej ogarnięta, ale
jeszcze nie bardzo ogarniam to, gdzie jestem.
-Spoko,
nie dziwię ci się.- Mówi Georgie.- W końcu nie codziennie się przeprowadzamy,
tracimy rodziców w wypadku… Eee, to znaczy…- Ana posyła jej gniewny wzrok.
-Skąd
od tym wiecie?- Pytam się.
-Chris
nam powiedział, no wiesz, parę miesięcy temu w waszym domu co weekend były
imprezy, bo nie było Willa i Viv, mówił, że to dlatego, że wyjechali do siostry
Viv, która miała wypadek i, że umarli ich rodzice. Więc w sumie, wiedziałyśmy o
tobie zanim się poznałyśmy. –Tłumaczy Lizzy.
-Rozumiem.
Chyba będę się zbierała.- Mówię do dziewczyn, jak na jeden dzień mam dosyć
atrakcji…
Nagle
rozlega się dzwonek do drzwi. Idziemy otworzyć. Stoi w nich Chris.
-Przyjechałem
po Esme, Viviane mi kazała.- Mówi obojętnym tonem.
Żegnam
się z dziewczynami i idę z Chrisem do samochodu. Nic się nie odzywamy całą
drogę do domu. W aucie jest niezręcznie a ja mam ochotę wyskoczyć z niego w
biegu. Kiedy docieramy do domu, nawet nie jem kolacji, od razu idę się myć i
padam na łóżku jak zabita. To był długi dzień…
Hej!
Mam nadzieje, że podobają wam się rozdziały, ten jest trochę nudniejszy ale, obiecuję, że każdy następny będzie coraz ciekawszy! Czasem potrzeba strzelić rozdział, gdzie będzie ogólnie wszystko opisane, żeby umieć się dobrze odnaleźć. Mam nadzieje, że doczekacie ze mną do końca tej historii, będzie was przybywało i polubicie moich bohaterów. Do napisania J
Mam nadzieje, że podobają wam się rozdziały, ten jest trochę nudniejszy ale, obiecuję, że każdy następny będzie coraz ciekawszy! Czasem potrzeba strzelić rozdział, gdzie będzie ogólnie wszystko opisane, żeby umieć się dobrze odnaleźć. Mam nadzieje, że doczekacie ze mną do końca tej historii, będzie was przybywało i polubicie moich bohaterów. Do napisania J
Miałam się rozpisać w pierwszym komentarzu, ale no cóż nie wyszło mi :c Nadrabiam teraz. A więc: Moja droga, Katarzyno życzę ci jak najwięcej sukcesów w pisaniu, masz się coraz bardziej rozkręcać i trzymać poziom. Jak będziesz leniwa to dopilnuję, żebyś nie popadła na laurach. Nie znęcaj się zbytnio nad bohaterami i daj im trochę szczęścia :/ Masz pisać regularnie i się nie poddawać ani nie dołować. I pamiętać, że jestem twoją fanką nr 1 ^^ No. To rusz dupę i pisz 3 rozdział. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńTwoja Istotka ;*