sobota, 19 listopada 2016

Rozdział 2


           Razem z moją siostrą i Willem, stoimy w kuchni, szykując śniadanie. Ciekawe co takiego dzisiaj wymyśli Chris. Nasza wczorajsza rozmowa przy kolacji była zabawna, to znaczy dla mnie. Sądzę, jednak, że powinnam się trochę ogarnąć i nie oceniać go od razu na dupka… Chociaż nie, on jest dupkiem i sądzę, że takie dogryzki i dokuczanie sobie, będziemy mieć na porządku dziennym. Oj taak, Viviane i Will nie będą mieć z nami łatwego życia.
                - Witam drogie panie.
                O wilku mowa. Christopher właśnie dumnie wkroczył do kuchni, niczym kogut w kurniku i oparł się o futrynę.
                -Dojrzale, Chris, nie ma to jak dąsać się na starszego brata jak dziecko w zerówce. Witamy w przedszkolu! – Mówi do niego Will. Chris robi dziwną minę, jakby dziwił się, że Will to Will.
                -Przepraszam cię braciszku, sądziłem, że to jakaś koleżanka Viviane przyszła, a to tylko ty. Masz zbyt damskie ciało stary, polecam ci siłownie na rogu.
                Prycham pod nosem i staram się stłumić śmiech, dobra, to mu się udało. Viviene odwraca się do nas i patrzy to na mnie do na Chrisa.
                -Streszczać się, za raz macie wyjść do szkoły.
                Patrzę na nią jakbym nie wiedziała czym jest szkoła i po co się do niej chodzi.
                -Jestem tutaj drugi dzień, czy to konieczne żebym szła do szkoły.
                -Jestem po melanżu, czy to konieczne, żebym szedł do budy? – Pyta Chris, w bardzo irytujący sposób, a za moment robi minkę niczym kot ze Shreka.
                -Tak Esme, to konieczne, dzięki temu będę miała pewność, że ten melażnowicz poszedł do szkoły. Poza tym, nie chcę żebyś zawalała lekcję. I tak wystarczająco dużo zawaliłaś, po… - Przerywam jej, żeby nie kończyła.
                -Dobra, kumam. Pójdę do szkoły, będę się czułą jak idiotka bo nikogo tam nie znam.
                -Znasz Chrisa, poza tym właśnie. Masz jej pokazać co, jak i gdzie.
                -Dlaczego ja?
                -Ja też nie skaczę z radości…- Mruczę pod nosem i zerkam na niego gniewnym wzrokiem.
                -Bo tylko ciebie zna, na litość boską, poznaj ją ze swoimi znajomymi, tyle chyba możesz zrobić.
                -Ma mi się wjebać do paczki, Żartujesz sobie?! Ja jestem w ostatniej klasie, a ona w drugiej! Dzielą nas dwa lata! To jakby ktoś w jej wieku kumplował się z gimnazjalistą.- Burzy się.
                -Daj spokój, dwa lata to nie różnica. Poza tym, nie przesadzasz aby trochę? Ona jest mądrzejsza od niejednego twojego kumpla. Jak jemu… Cam jest chyba najgłupszym człowiekiem jakiego poznałam, a ta twoja dziunia, Aileen, to pustak jakich mało! Totalnie spełnia każdy stereotyp blondynki z kawałów.
                -Po pierwsze, Cam jest zabawny a nie głupi, no dobra, może to pustak, ale jest w porządku i rozkręca każdą imprezę a rodzice Aileen są jednymi z najbogatszych ludzi w tym mieście, a ona ma same piątki i szóstki w szkole, dobra, może faktycznie nie grzeszy  inteligencją, ale kurwa… czy ty wiesz jaką ona robi laskę? Każdy mi tego zazdrości. Przynajmniej nie przyprowadzam ci jakiś lasek zatrutych Wenerą co noc do domu, tylko stereotypową blondynę, ale jak ci to przeszkadza, to luz. Zmienimy to.
                -Jak na jej chłopaka, raczej nie cenisz jej za charakter, faktycznie jesteś dupkiem.- Mówię do niego i wstaje od stołu, żeby pójść po rzeczy potrzebne do szkoły.
                -Mówisz, tak bo zazdrościsz, że to nie ty jesteś na jej miejscu. Przecież ja jej siłą przy sobie nie trzymam. Jakby jej się nie podobało, to jak ją traktuje, odeszłaby. Jakoś jest cały czas, więc jednak musi być zadowolona z moich łóżkowych sztuczek.
                -Nie interesuje mnie to co robicie w łóżku. Viviane, jak mam się dostać do szkoły?- Pytam zmieniając temat.
                Jak ja w ogóle mogłam sądzić, że on może być fajny i powinnam dać mu szansę? Nagle rozlega się głośne trąbienie za oknem.
                -Zdaje się, że razem z nimi. Miłego dnia kochani, Chris, przedstaw Esme przyjaciołom.- Viviane patrzy na nas z wesolutkim uśmieszkiem i opuszcza kuchnię. Zerkam na pacana stojącego w drzwiach, on też podnosi na mnie wzrok i patrzy mi w oczy. Są czarne, nie ciemno brązowe, czarne. Stoję tak i patrzę się w nie, jak zahipnotyzowana, a on najwyraźniej nie ma nic przeciwko, bo sam patrzy się w moje, jakby widział w nich morze, do momentu w którym nie rozlega się kolejny dźwięk klaksonu.
                -Chodź jeśli nie chcesz się spóźnić na pierwszą lekcję.- Mruczy pod nosem i nie patrzy na mnie.            
                Z kuchni wychodzę pierwsza, tak samo jak i z domu, chociaż zaraz przy samochodzie, kiedy spotykam się z dziwnymi wzrokami pasażerów jeepa, orientuje się, że oni mnie nie znają. Jaka ze mnie debilka?             
                Na plecach czuje czyjąś dłoń i automatycznie się wzdrygam, całe moje ciało sztywnieje. Nie dlatego, że wiem kto mnie dotyka, ale dlatego, że nie lubię tego. Czyjś dotyk jest dla mnie jak gorące żelazo przyłożone do skóry.
                Chris otwiera drzwi jeepa i popycha mnie, żebym weszła.
                -Siema, to młodsza siostra Viviane, czwarty mieszkaniec tej chaty. Ma na imię Esme.- Mówi i siada obok kierowcy. Ja natomiast wsiadam do tyłu obok dwóch dziewczyn. Uśmiechają się do mnie i mają miły wyraz twarzy.
                -Hej Esme, ja jestem Georgie a to Ana. Będziesz chodziła z nami na jakieś zajęcia?- Pyta dziewczyna.
 Ma krótko ścięte włosy do ramion, w kolorze czarnym z prześwitami granatu,  są kręcone, więc z pewnością gdyby je wyprostowała byłyby dłuższe. Druga zaś, ma na głowie sombre, a długość jej włosów jest mniej więcej do piersi, są wycieniowane. Obie są szczupłe, z mega długimi nogami i podkreślonymi atutami. Czuję się przy nich jak muffinka przy torcie Buddy’ego Valastro. Ja w niczym ich nie powalam. Założę się, że mają średnią 5.0 i dostaną stypendia na Harvardzie.
-Nie, jestem w drugiej klasie. Pewnie będziemy widywać się tylko w porze lunchu.- Mówię i staram się uśmiechnąć, ale jestem pewna, że wychodzi mi krzywy grymas.
-Zawsze coś.- Mówi ta druga, czyli Ana.
-Dokładnie, fajnie, że w końcu dołączy do naszej paczki ktoś, kto nie jest w naszym wieku. Będzie można wymieniać doświadczenia.- Żartuje Georgie.
Dziwi mnie to, w jaki sposób mnie przyjęły. Chris raczej jasno dał mi do zrozumienia, że nie lubią młodszych i nie chce, żeby ktoś rozwalał im paczkę.
- W szkole poznasz jeszcze Aileen, czyli kolejną dziewczynę z paczki, jest zazdrośnicą, więc może pomyśleć, że Chris sobie znalazł kogoś innego, ale ogólnie nie jest najgorsza. Poznasz też Lizzy i Bretta, no i Jeremy’ego. A  Cama powinnaś już znać, ale to dupek, podobnie jak Chris więc się nie przedstawił.- Tłumaczy mi Ana.
Wspomniany kierowca odwraca się na moment do tyłu i uśmiecha się tak, jakby miał zamiar mi powiedzieć „Chodźmy się zabawić za szkołą”. Nie odwzajemniam jego uśmiechu, raczej patrzę na niego z politowaniem.
-Cześć mała, jestem Cam. Czyli największy przystojniak w paczce.
-Nie pochlebiaj sobie.- Mówi Chris.-To zdecydowanie ja jestem najseksowniejszy.
Dziewczyny przekręcają oczami, a ja czuję się co najmniej dziwnie, orientuję się, że jesteśmy już pod szkołą. Wysiadam z jeepa i nagle czuje wzrok wszystkich ludzi na sobie. O co im chodzi?
-Nie przejmuj się.- Mówi Ana.- Nie wiedzą kim jesteś.
Patrzę na nią i stwierdzam, że raczej nie chcę żeby to Chris oprowadzał mnie po szkole. Póki co znam, tylko Ane, Georgie i dwóch dupków.
-Mam prośbę Ana. Czy ty Georgie mogłybyście oprowadzić mnie po szkole? Sądzę, że na początek chyba, będę musiała pójść odebrać mój plan lekcji, odnaleźć szafkę i sale.
-Pewnie, chodźmy.- Uśmiecha się do mnie i woła Georgie gestem ręki. Ta z kolei rozmawiała z tlenioną blondyną, z tego co mogę się domyślać to chyba Aileen, bo zaraz gdy Georgie ją opuszcza, biegnie do Chrisa i namiętnie go całuje. Obrzydliwe. Nienawidzę publicznego okazywania uczuć. Nie chodzi o zazdrość, raczej o niesmak chwili. Bez przesady. Proponuje urządzić live porno w przerwie meczu.
Dziewczyny wprowadzają mnie do ogromnego budynku szkoły i dokładnie tłumaczą co jest w za danymi drzwiami, gdzie lekcje mają pierwsze klasy, gdzie drugie a gdzie trzecie i czwarte.  Okazuje się, że szkoła składa się z tak jakby trzech części. W pierwszej, w której się teraz znajdujemy jest sala gimnastyczna, szkolny teatr, sekretariat, stołówka, siłownia, sala fitness i inne tego typu sprawy. W drugiej części są dwa piętra, na jednym lekcje mają pierwszaki, za drugim klasy drugie. W trzeciej części, na pierwszym piętrze mają lekcję trzecioklasiści a na drugim seniorzy. Przed szkołą znajdują się też stoliki i boisko.
-Swoją szafkę powinnaś mieć gdzieś w łącznikach między częściami szkoły. Jak dostaniesz numer to ci powiemy.- Mówi Georgie.
-Dziękuję, że pokazujecie mi szkołę. Chris rano jasno dał mi do zrozumienia, że młodsi nie mają wstępu do waszej paczki.
-Pierdoli jak potłuczony. Chris to dupek, ale nie w naszej broszce jest mówić ci dlaczego. Obstawiam, że pewnie twoja siostra wie, ale to śliski temat i wątpię, żebyś czegokolwiek się dowiedziała.
-Rozumiem. Dobra, dalej już sobie raczej poradzę. Dzięki jeszcze raz. Do przerwy obiadowej.- Mówię do nich i wchodzę do sekretariatu.
                Sekretarka jest całkiem miła podaje mi mój plan lekcji, mówi również, że po lekcjach dyrektor chciałby się ze mną widzieć, żeby mnie poznać. Tłumaczy gdzie jest gabinet szkolnej pedagog a gdzie psychologa. Mówi mi jeszcze raz w którym sektorze mam lekcje. Daje mi również mapkę szkoły, gdzie zaznacza punkt zaczepienia czyli sekretariat, a następnie moją szafkę. Dziękuje jej i opuszczam pomieszczenie, kierując się do miejsca wyznaczonego. Nie umiem posługiwać się mapą. Oj nie umiem… Po drodze  gubię się z jakieś trzy razy, co sprawia, że spóźniam się na lekcję i mam niesamowite wejście. Zaczynam od historii, podobno babka przynudza i jest w miarę na luzie.
-Witam nową uczennicę.- Mówi uśmiechając się. To starsza kobieta, na moje oko ma gdzieś z sześćdziesiąt lat i niewiele jej brakuje do emerytury. –Klaso, to Esme. Esme przyjechała z Californii. Mam nadzieje, że przyjmiecie ją miło. Zajmij wolne miejsce.
Przynajmniej nie kazała mi się przedstawiać, to takie głupie. Wszyscy się patrzą na ciebie jak na idiotkę. Zajmuję miejsce koło jakiegoś chłopaka. Bardzo charakterystycznego. Ma platynowe włosy, różowy T-shirt i cholernie obcisłe spodnie. Nie chcę wyciągać pochopnych wniosków, ale chyba już wiem co usłyszę.
-Cześć, jest Alec. Nie musisz się martwić, jestem gejem, nie zgwałcę cię ani nie będę próbował się do ciebie dobierać.- Mówi na wstępnie.
-Wow, jesteś bezpośredni. Lubię to. Jestem Esme, nie będę opowiadała ci dlaczego się tutaj przeprowadziłam, ale nie chodź koło mnie z wykrywaczem metalu bo zwariuje.
Chłopak patrzy się na mnie zdziwiony, ale po chwili się uśmiecha.
-Tyle pircingu?
-Raczej śrub w ciele.- Śmieje się. Alec chyba rozumie, że nie ma sensu pytać o więcej, więc poklepuje mnie po ramieniu.
-Na jakie zajęcia chodzisz?- Pyta.
-Na historię, geografię, chemię, hiszpański no i obowiązkowe zajęcia.
-Ja chodzę na fizykę, biologię i francuski. Nie wpasowałaś się w mój plan zajęć.- Śmieje się.- Ale przynajmniej mamy razem historię. No bo nie wiem z kim masz zajęcia obowiązkowe. Możesz mieć z innym nauczycielem.
-Matematykę mam z panem Bruce’m, a angielski z panną Lizander. Straszni?
-Matmę masz ze mną, angielski nie. Słyszałem, że ta baba od angola jest cholerną jędzą, ale na większości jej lekcji z młodszymi klasami siedzą seniorzy i rozwiązują jakieś durne testy. Na matmie nie jest tak źle.
                -Przynajmniej jeszcze kogoś znam, nie licząc Any, Georgie, Chrisa i Cama…- Mruczę pod nosem.
                -Znasz ich? To seniorzy. Jak to możliwe?- Dziwi się i patrzy na mnie takim wzrokiem, jakbym robiła sobie z niego jaja.
                -Chris to brat, męża mojej siostry i mieszkam z nim, więc dlatego poznałam resztę.
                -Musisz mnie wkręcić do paczki.

***

                Idę korytarzem na stołówkę. Czuję się tutaj co najmniej dziwnie, bo wszyscy się patrzą na mnie jak na kosmitkę. Czasami, mam wrażenie, jakby ktoś robił sobie ze mnie jaja i przyczepił mi coś na plecy. Coś w stylu napisu „Klepnij mnie”, ale jeśli takie coś widniało by na moich plecach, raczej wszyscy by mnie klepali.
                Okay, poznałam dzisiaj już część osób z paczki Chrisa, Aleca z historii i matmy, Jolande z hiszpańskiego i gotkę Rosalie z chemii. Ogólnie, Jolanda i Rosalie raczej nie pałają do mnie ogromną sympatią, ale ja raczej też nie czuję się przy nich wyśmienicie. Alec oznajmił mi na poprzedniej przerwie, że on i jego… partner (użył zupełnie innych słów), zrywają się z reszty lekcji, na całe szczęście nie zostanę sama na stołówce. W każdej szkole, to właśnie miejsce, w którym jest gorzej niż w piekle. Możesz tam wejść i nigdy nie wyjść.
                Kiedy wchodzę do środka szukam wzrokiem Any i Georgie. Siedzą przy dużym stole, chociaż sądzę, że są to dwa stoły złączone ze sobą, wciśniętymi w najdalszym kącie stołówki. Cwane, nikt nie widzi co jesz, co mówisz i kogo akurat obgadujesz. Bo obstawiam, że to właśnie robią paczki o wyższych stanowiskach w szkole.
                Zabieram swoje zamówienie i idę z tacą właśnie do nich.
                -Cześć.- Mówię i siadam koło dziewczyn. Ci, którzy jeszcze mnie nie poznali patrzą się na mnie dosyć dziwnym wzrokiem. Nie dziwię im się, ja też sądzę, że jestem wariatką.
                -To Esme, siostra Viviane.- Mówi Ana.
                -Chris o tobie mówił.- Wyrywa się jednemu z chłopaków.
                -To Brett, chłopak Lizzy, która siedzi koło niego.- Mówi, wcześniej wspomniany Chris, aż mnie to dziwi, dlaczego to on cokolwiek powiedział.
                Lizzy uśmiecha się do mnie a Brett patrzy raczej obojętnie, ciężko go wyczuć.
                -To Aileen.- Mówi Georgie, wskazując na dziewczynę jedzącą sałatkę cezar. Dziwi mnie, bo nie siedzi koło Chrisa, tylko po drugim końcu stołu.
                -A to Jeremy.- Wskazuje na chłopaka, zajmującego miejsce zaraz obok Chrisa. On uśmiecha się do mnie i wraca do patrzenia w swój telefon.
                -Więc wracając do tematu imprezy.- Mówi Brett.
                -Oczywiście, Esme idzie z nami.- Mówi Lizzy. Patrze na nią przerażona i zaczynam odmawiać.
                -Nie, ja naprawdę nie muszę nigdzie iść, nie, to nie konieczne…
                -Uspokój się. – Mówi Chris.
                -Nie będziesz mi mówił, co mam robić!- Denerwuje się, chociaż, wiem, że nie powiedział nic złego, bo przecież zaczęłam się jąkać jak jakaś pomylona.

                -Dla mojej przyjemności mogłoby cię tutaj nie być, tak samo, jak nie było moim pomysłem, żebyś szła na tę pierdoloną imprezę. Ogarnij się.
                -Chris, zachowujesz się jak dupek.- Mówi Aileen, co wprawa mnie w duży szok.
                -Nie wtrącaj się Aileen.- Warczy do niej.
                -Uspokójcie się wszyscy!- Krzyczy Cam.- To lunch, i nikt nie ma ochoty na kłótnie.
                -Cam po raz pierwszy powiedział coś mądrego.- Mówi Georgie.- I po raz pierwszy ma rację. Nie ma o co się kłócić. Esme, impreza jest w sobotę w domu u Lizzy. Powiesz Viviane, że idziesz do mnie na noc. Chris cię przywiezie, będzie fajnie.- Namawia mnie.
                -Pomyślę o tym. Przepraszam za moje zachowanie, jestem po prostu zestresowana.- Mówię szczerze, i zauważam, że robię tym z siebie większą debilkę, niż jestem. Chris tłumi śmiech, ale nim się nie przejmuje, a reszta patrzy się na mnie jak na dziecko któremu zginął lizak.
                -W porządku. A ty geniuszu nie śmiej się! Tak, do ciebie mówię Christopher.- Syczy Ana.
                Dziewczyny wyraźnie starają się podnieść mnie na duchu i chcą żebym zaczęła się czuć pewniej w ich towarzystwie.
                -Mam pomysł.- Mówi wesoło Lizzy.- Po szkole, wszystkie jedziemy do mnie na takie babskie popołudnie. Później was odwiozę, albo coś się wymyśli.
                -Jestem za!- Mówi Goergie. Ana jej wtóruje, Aileen też się zgadza, a ja chyba nie mam wyjścia.

***

                Dom Lizzy jest duży. Przypomina raczej wille, niż dom jednorodzinny. Siedzimy w jej pokoju. Ma własną łazienkę i garderobę wielkości jej pokoju. Jej rodzice muszą być dziani.
                Siedzę na łóżku i boję się dotknąć czegokolwiek innego, żeby nie zepsuć. Ja mam takie szczęście, a raczej nie byłoby to dobre pierwsze wrażenie, jak od razu pierwszego dnia znajomości zniszczyłabym jej pokój.
                -Byłaś już gdzieś w Seattle?- Pyta Ana.
                -Jeszcze nie, ale pewnie niedługo to się zmieni. Na razie staram się ogarnąć szkołę i osiedle na którym mieszkamy.
                -Jutro po szkole, zabierzmy cię do centrum handlowego. Co ty na to?- Proponuje Lizzy.
                -Dobry pomysł.- Mówię, chociaż wcale tak nie myślę.
                -Przepraszam za Chrisa.- Mruczy Aileen.- To czasami taki cholerny głupek, ale wiesz, jest cudowny, każda na niego poluje i każda chce z nim być. Sama rozumiesz. Wygrałam los na loterii, że mogę z nim być.- Rozmarza się.
                -Chris zawsze jest dupkiem, nie licząc tych rzadkich momentów kiedy akurat nim nie jest.- Śmieje się Georgie.- Ale wiesz, nie ma co przejmować.
                -Nie mam zamiaru. Ja tez potrafię się odezwać, jak coś mi nie leży. To dzisiaj w stołówce, to nie byłam ja. Zazwyczaj jestem trochę bardziej ogarnięta, ale jeszcze nie bardzo ogarniam to, gdzie jestem.
                -Spoko, nie dziwię ci się.- Mówi Georgie.- W końcu nie codziennie się przeprowadzamy, tracimy rodziców w wypadku… Eee, to znaczy…- Ana posyła jej gniewny wzrok.
                -Skąd od tym wiecie?- Pytam się.
                -Chris nam powiedział, no wiesz, parę miesięcy temu w waszym domu co weekend były imprezy, bo nie było Willa i Viv, mówił, że to dlatego, że wyjechali do siostry Viv, która miała wypadek i, że umarli ich rodzice. Więc w sumie, wiedziałyśmy o tobie zanim się poznałyśmy. –Tłumaczy Lizzy.
                -Rozumiem. Chyba będę się zbierała.- Mówię do dziewczyn, jak na jeden dzień mam dosyć atrakcji…
                Nagle rozlega się dzwonek do drzwi. Idziemy otworzyć. Stoi w nich Chris.
                -Przyjechałem po Esme, Viviane mi kazała.- Mówi obojętnym tonem.
                Żegnam się z dziewczynami i idę z Chrisem do samochodu. Nic się nie odzywamy całą drogę do domu. W aucie jest niezręcznie a ja mam ochotę wyskoczyć z niego w biegu. Kiedy docieramy do domu, nawet nie jem kolacji, od razu idę się myć i padam na łóżku jak zabita. To był długi dzień…

Hej!
Mam nadzieje, że podobają wam się rozdziały, ten jest trochę nudniejszy ale, obiecuję, że każdy następny będzie coraz ciekawszy! Czasem potrzeba strzelić rozdział, gdzie będzie ogólnie wszystko opisane, żeby umieć się dobrze odnaleźć. Mam nadzieje, że doczekacie ze mną do końca tej historii, będzie was przybywało i polubicie moich bohaterów. Do napisania
J

1 komentarz:

  1. Miałam się rozpisać w pierwszym komentarzu, ale no cóż nie wyszło mi :c Nadrabiam teraz. A więc: Moja droga, Katarzyno życzę ci jak najwięcej sukcesów w pisaniu, masz się coraz bardziej rozkręcać i trzymać poziom. Jak będziesz leniwa to dopilnuję, żebyś nie popadła na laurach. Nie znęcaj się zbytnio nad bohaterami i daj im trochę szczęścia :/ Masz pisać regularnie i się nie poddawać ani nie dołować. I pamiętać, że jestem twoją fanką nr 1 ^^ No. To rusz dupę i pisz 3 rozdział. Pozdrawiam
    Twoja Istotka ;*

    OdpowiedzUsuń