niedziela, 20 listopada 2016

Rozdział 3


           Reszta tygodnia zleciała w prawdzie całkiem szybko. Przez resztę dni poznawałam nauczycieli. Wiem, że babka od geografii jest tak śnięta i zamknięta we własnym świecie, że na lekcji prawie nic nie robimy, babka od angielskiego to siekiera która całe lekcje w drugich i w pierwszych klasach poświęca na rzecz seniorów. Koleś od matmy jest całkiem w porządku i nawet dobrze tłumaczy, nauczycielka od chemii uważa, że jej przedmiot jest najważniejszy a babka od historii potrafi nieźle nudzić na lekcji. Kiedy zatnie się na jednym temacie i w kółko powtarza jedno i to samo ja i Alec łapiemy sytuacje i wychodzimy wcześniej z lekcji tylnimi drzwiami. Tak się akurat składa, że mamy dni, gdzie historia jest zaraz przed przerwą na lunch, no działa dobrze, bo możemy zająć miejsca w stołówce i szybciej kupić ulubione jedzenie, które najszybciej zazwyczaj się kończy. Mam taki układ, że w poniedziałki i czwartki siadam z paczką Aleca, czyli jego partnerem oraz parą heteroseksualistów, Maxem i Justine. To dosyć dziwna para. Max jest Emo a Justine hipiską. Czasem ciężko z nimi wytrzymać ale ich lubię. Z Justine chodzę nawet na kilka zajęć. We wtorki i piątki siedzę z paczką Chrisa. W środy siadamy wszyscy razem. Georgie i Lizzy podchodzą do tego na luzie, Ana wydaje się być obojętna, chociaż często szepcze o czymś do Aileen a potem obie się śmieją, mało w tedy gadają. Brett i Chris są zniesmaczeni towarzystwem moich znajomych, Cam w sumie jak zwykle rzuca swoimi żarcikami i nie jestem pewna, czy wie o tym, że Alec to gej. Jeremy w sumie jest najnormalniejszy jeśli chodzi o chłopaków, najbardziej ułożony. Lubię go, fajnie się z nim gada. Czasem on i Chris siedzą u nas na angielskim i rozwiązują teksty z nauczycielką. Chris zazwyczaj stara się nie łapać ze mną kontaktu wzrokowego, Jeremy za to w wolnych chwilach ze  mną rozmawia.
         Dzisiaj dzień imprezy i wiem, że są osoby którym nie leży to, że idę. Na przykład jest to Brett. Nie wiem o co mu chodzi, ale coś do mnie ma. Chris często z nim o czymś gada, ale z tego co zdążyłam się dowiedzieć, Brett jest fałszywy, a w paczce znalazł się dzięki temu, że związał się z Lizzy. Mimo to, jakoś wszyscy go lubią. Dziewczyny należą do drużyny Cheerleederek a chłopaki grają w drużynie baseballa. Znaczy, nie licząc Chrisa. On jest w jakiejś szkolnej kapeli i gra na gitarze. Podobno nie chciał w niej być, ale go wkręcili.
         Stoję przed szafą i zastanawiam się, w co wypadało by się ubrać na taką imprezę. W Malibu chadzałam na imprezy, ale to były zupełnie inne imprezy. Domyślam się, że grzeczniejsze niż tutaj. Zerkam na wieszaki i zdaję sobie sprawę, że moje ciuchy zupełnie nie pasują do tutejszej pogody. Same letnie i zwiewne sukienki. Zamykam wiszącą szafę i otwieram tą gdzie mam półki. Wyjmuję z niej parę czarnych rurek, które wyszczuplą odrobinkę moje nogi, czerwoną bluzkę z rękawem trzy czwarte która podkreśla moje piersi i czarną skórzaną kurteczkę. Robię sobie dosyć ciemny makijaż oczu, składający się z ciemnych cieni i czarnej idealnej kreski. Uczyłam się jej przed równy rok w pierwszej klasie i w końcu umiem zrobić śliczną jaskółkę! Włosy rozpuszczam. Mam dziwny kolor włosów. Nigdy ich nie farbowałam. Nie wiem czy to jasny brąz czy to ciemny blond. Nie mam pojęcia. Moja mama była Argentynką, ale w Argentyna to nie Meksyk czy Brazylia, w sumie Argentyńczycy nie mają aż takiej ciemnej karnacji i nie wszyscy mają ciemne włosy czy oczy.
         Patrzę w lustro i zabieram z komody telefon, który wpycham do kieszeni spodni. Schodzę powoli na dół. Na przedpokoju zakładam na nogi czarne trampki i uważam, że wyglądam nieźle. Wchodzę do salonu gdzie w mocnych objęciach Will i Viviane oglądają jakiś film.
         -Wyglądasz cudownie Esme, ale dziwi mnie to, że odwaliłaś się tak na zwykłe nocowanie u koleżanki. Powiedz prawdę.
         Zaczynają pocić mi się ręce. Kurde… Jak powiem, że idę na imprezę to wrobię Chrisa, bo on ma zakaz wychodzenia na imprezy, ale w sumie on chyba i tak by się tym nie przejął.
         Patrzę na siostrę i zastanawiam się co mogłabym tak właściwie jej powiedzieć.
         -Och no wiesz, pewnie pójdziemy do kina, albo na pizze. Nigdy nie wiadomo kogo tam będzie można spotkać.
         -No dobra, niech ci będzie. Chris!- Krzyczy Viviane. Zjawia się dosyć szybko na dole i stoi oparty o futrynę w drzwiach.
         -Jak odstawisz Esme do dziewczyn, masz nigdzie się nie plątać.- Mówi Will.
         -Mówiłem ci, że idę do Cama. Będziemy oglądać mecz. Daj spokój Will, jedno piwo to nie grzech.- Jest wyluzowany i chyba nie przejmuje się tym, że oni coś podejrzewają.
         -Masz kare! Człowieku ogarnij się, jestem twoim prawnym opiekunem od tylu lat, że powinieneś się przyzwyczaić do tego, że cię pouczam! Od kiedy stałeś się taki, co cię tak zmieniło?- Pyta Will.
Jest wyraźnie zdesperowany i ma chyba dosyć. Wychowywanie nastolatka w wieku dwudziestu siedmiu lat, to nic prostego, zwłaszcza, że jeszcze nie dawno było się nastolatkiem. Pamiętam jak mama pouczała Viviane, że ma poważnie się zastanowić, czy jest gotowa na coś takiego.
-Wychodzimy.- Warczy Chris i wychodzi z pokoju, tak szybko, że ledwo go doganiam. Wsiadam na miejsce pasażera i patrzę na niego,
         -Wyluzuj.- Mówię do niego.- Oni chcą dla ciebie dobrze. Mi też nie jest łatwo.
         -Jakoś nie wyglądasz na rozpaczającą po śmierci rodziców.- Mówi kpiącym tonem i parska śmiechem.
         -Wal się Christopher.- Warczę i odwracam się do okna. On nic nie wie… I nigdy się nie dowie.
         -Nie zrozumiesz pewnych rzeczy więc nie wściubiaj nosa w nie swoje sprawy! Miałaś zawsze idealne życie i masz je przez cały czas, więc nie sądzę, żebyś wiedziała o co mi chodzi.
         -Nic o mnie nie wiesz, więc pozwól, że sama ocenie czy miałam idealne życie czy nie.- Syczę w jego kierunku. Czuję łzy pod powiekami. Staram się nie rozpłakać. Od kilku lat robiłam to co nos. Dziwne, bo po śmierci rodziców przestałam to robić.
         -Ej…- Mówi cicho. Odwracam się w jego stronę. Dostrzegam na jego twarzy, coś, co pierwszy raz widzę u niego. Wstyd? Żal? Nie wiem.- Uważaj na tej imprezie. Będzie tam dużo ludzi którzy są różni.
         Nie odpowiadam, resztę drogi spędzamy w ciszy i jedziemy prosto do domu Lizzy. Kiedy parkujemy na podjeździe, wychodzę tak szybko z auta, że nawet nie wiem jakim cudem stoję już w salonie Lizzy.
         -Alec będzie?- Pytam się. Dziewczyny patrzą po sobie dziwnym wzrokiem. Tak jakby to co powiedziałam było zakazane.
         -Po co nam ta grupa luzerów?- Pyta Ana.- Nie obraź się kochana, ale zadajemy się z nimi tylko dlatego, że ty nas o to poprosiłaś. To nie nasza liga.
         -Dokładnie. Nikt z tych osób które tutaj będą, nie czuli by się dobrze w towarzystwie tych dziwadeł.- Przytakuje Aileen, a następnie odciąga Ane gdzieś na bok. Patrzę na Georgie, która zdaje się być zakłopotana całą sytuacją.
         -Muszę się napić!- Krzyczy.- Chodź, pokażę ci, gdzie można się wziąć alkohol. A i polecam ci nie wchodzić do pokoju naprzeciwko kuchni, tam spotykają się ćpuny, więc możesz naćpać się od samych oparów. Serio.- Mówi wesoło i prowadzi mnie do pomieszczenia jadalnego gdzie stoi barek zastawiony dużą ilością alkoholi wszelakiego rodzaju.
         -Tutaj masz Tequile, drinki stoją tam, piwo powinno być na stole.- Pokazuje po kolei.- Ja stawiam dzisiaj na tequile, ale jeśli wolisz drinka to proszę. Tylko uważaj, nie wiadomo kiedy można się nieźle nimi załatwić.- Śmieje się i sięga po kilka shotów tequili. Ja biorę jakiegoś drinka, który wygląda jak koktajl waniliowy.- Doby wybór!
         Próbuje napoju i stwierdzam, że nie czuć w nim w ogóle alkoholu. To oznaka, że jest delikatny. Nie chce się nawalić na pierwszej imprezie, na której będę piła więcej nić kieliszek wina czy jedno piwo.
         Wychodzimy z jadalni. W salonie znajduje się już coraz więcej ludzi. Niektórych kojarzę mniej więcej z twarzy, wiem, że większość to seniorzy albo trzecioklasiści. W zasadzie, jestem jedyną drugoklasistką w tym towarzystwie i czuję się co najmniej dziwnie.
         -Kto wpuścił tutaj to dziecko?- Krzyczy jakiś koleś. Patrzę w kierunku, z którego dobiegł mnie krzyk i spostrzegam jakiegoś kolesia, koło którego stoi Brett. Śmieją się razem. Pokazuje im środkowy palec i idę do Lizzy która rozmawia z jakąś dziewczyną.
         -O hej, Esme! Marisa, to jest Esme, można powiedzieć, że szwagierka Chrisa. Esme, to Marisa, kapitan drużyny lekkoatletycznej naszego liceum.-Mówi wesoło.
         Podaje dziewczynie rękę i słucham ich rozmowy, ale kompletnie nie wiem o kim one mówią, więc postanawiam pójść na taras. Tam spotykam Jeremy’ego który stoi oparty o barierkę z butelką piwa.
         -Hej.- Mówię do niego. Odwraca się do mnie i posyła mi uśmiech. Robi to zawsze kiedy się z nim witam. Mam wrażenie, że w jego słowniku nie ma słów na przywitanie.
         -Co tam Esme?- Pyta i staje tak, żeby móc na mnie spojrzeć. Ja siadam na krzesełku ogrodowym i popijam dalej mojego drinka.
         -Szczerze? Nie czuję się tutaj za dobrze. Georgie nie opuszcza stołu z shotami, Ana i Aileen gdzieś zniknęły, Lizzy gada z jakąś dziewczyną o innych dziewczynach których nie znam. Trochę do dupy.
         -Nie przejmuj się.- Mówi i posyła mi przepraszający uśmiech.- No wiesz, ja też kiedyś byłem nowy w tej paczce, ale w tedy Chris dopilnował, żebym dobrze się czuł. To mój najlepszy kumpel.
         -To dupek…- Warczę. Jeremy się śmieje.
         -Tak masz racje, ale jest zajebistym kumplem. Miał trudną przeszłość, daj mu szansę. W końcu się uspokoi. Uwierz mi.
         -Skoro tak mówisz.- Uśmiecham się do niego.
 

***
         Trzy godziny, pięć drinków i jedno piwo później stoję na środku parkietu, czyli po prostu salonu Lizzy i odstawiam jakiego dzikie pląsy. Dziewczyny miały racje, drinki potrafią być zabójcze, a jak zmieszasz je z piwem, są jeszcze gorsze. W sumie nawet nie pamiętam dlaczego zaczęłam tak pić. Chyba przez to, że nic innego nie miałam do roboty. Jak zaczęło robić mi się wesoło, to po prostu olałam wszystko i zaczęłam pląsać na środku pokoju jak pomylona, ale ludzie to podłapali i zaczęli tańczyć ze mną.
         -Musimy znaleźć Chrisa.- Mówi stanowczo Georgie przy moim uchu kiedy próbuje mnie odciągnąć z parkietu.
         -Chris to dupek!- Śmieje się.- Daj mi się bawić.
         -Zaraz się tam wywalisz. Musi cię zabrać do domu. Rodzice Lizzy wrócą wcześniej, więc nie da rady żebyśmy zostały na nos.
         -Oj tam, daj spokój, zawsze mogę spać w ogrodzie.
         -Ana!- Krzyczy Georgie. Obraz mi się rozmazuje, jestem ciągnięta za rękę, ale nadal próbuje tańczyć.- Do cholery, pomóż mi!
         Słyszę głośne śmiechy więc sama też zaczynam się śmiać.
         -Co ona ze sobą zrobiła?- Kpi Ana.
         -Ogarnij się! Nigdy się nie opiłaś?
         Wykorzystuje moment kiedy dziewczyny się kłócą i czmycham do góry jak myszka. Otwieram pierwsze drzwi z rzędu i widok który tam widzę, sprawia, że trzeźwieje natychmiast. Duże cycki Ailleen trzęsą się jak galaretka, podczas gdy ona ujeżdża Chrisa jak jakaś małpa goryla. Chris sztywnieje kiedy dostrzega mnie w drzwiach, ale Aileen najwidoczniej nie przeszkadza live porno które uskuteczniają. Wita się ze mną i dalej skacze po Chrisie jak jakaś napalona kangurzyca. Zamykam oczy i szybko zamykam drzwi od pokoju. Siadam na podłodze i nie wiem co mam robić, śmiać się, płakać, wrzeszczeć. Jestem zniesmaczona i przerażona jednocześnie.
         -Esme!- Słyszę za sobą jakiś męski głoś. Odwracam się i widzę Chrisa. Wygląda jakby właśnie ktoś nieźle go ujeżdżał, a nie czekaj… właśnie tak było. Robi mi się niedobrze.
         -Nie powinnaś tego widzieć.- Mówi i podchodzi do mnie.
         -Wiem, ale widziałam.- Mówię i zaczynam się śmiać bo próbuje wstać, ale mi się to nie udaje.
         -Jesteś pijana.- Krzywi się.
         -A ty nie?- Dziwię się.
         -Prowadzę…- Mruczy pod nosem i pomaga mi wstać. Podtrzymuje mnie i czeka aż złapię równowagę.
         -Coś takiego! Sądziłam, ze się najebiesz, ale ty wolisz chyba co innego, mam rację.- Mrugam do niego i zaczynam się śmiać.
-Chodź, musimy coś z tobą zrobić. Jutro będziesz mieć cholernego kaca.- Prowadzi mnie do jakiegoś innego pokoju i sadza na łóżku.
         -Wiesz co? Myliłam się. Masz duże jaja, dziwi mnie to jak mieszczą ci się w tych obcisłych portkach. Jak chcesz mieć kiedyś dzieci przystopuj z tym.- Mówię do niego, ale on nie jest rozbawiony. Przynosi mi szklankę wody z łazienki obok i podaje mi ją.- Nie będę piła kranówy.
         -Owszem będziesz, chyba, że chcesz, żeby twoja siostra wlepiła na szlaban do końca życia.
         Zaczyna mi się kręcić w głowię i czuje, jak szpinak z obiadu podjeżdża mi do góry.
         -Będę rzygać…- Mówię.
         -Teraz?- Pyta, ale ja już nie odpowiadam tylko puszczam pawia prosto na jego spodnie. –Fuu..- Syczy. Odpycha dywan na bok i staje po mojej prawej stronie trzymając moje włosy, a ja pozwalam, żeby wszystko co wypiłam wyszło ze mnie z podwojoną ilością.
         -Lizzy mnie zabije..-Mówię w przerwie między torsjami. Nigdy w życiu się nie opije…
         -Uspokój się na razie.- Mówi i gładzi mnie po plecach. To takie upokarzające.
         Kiedy kończę wymiotować siadam na łóżku i wycieram usta dłonią. Chris przynosi z łazienki kilka mokrych ręczników i podaje mi je. Jednym wycieram twarz, drugi- mniejszy, kładę sobie na szyję.
         -Przepraszam cię.- Mruczę.
         -Spoko, zdarza się. Idę zmienić spodnie, ale ty nie ruszaj się stąd nigdzie, słyszysz?- Rozkazuje.
         -Tak, nigdzie nie pójdę.- Mówię spokojnie i opadam na łóżko.  Chyba przez chwilę nawet zasypiam, ale kiedy wracam do żywych czuje jedynie straszny ból głowy, Chrisa jak nie było tak nie ma. Wstaje powoli z łóżka i wychodzę z pokoju. Idę po schodach, później przez salon i wychodzę do ogrodu. Stoi tam grupka chłopaków, może tam jest Chris? Podchodzę więc do nich chwiejnym krokiem.
         -Jest tutaj może Christopher?- Pytam bełkotliwie. Grupka chłopaków patrzy się na mnie dziwnym wzrokiem. Nagle jestem przez nich otoczona i nie wiem co się dzieje. Czuje tylko się sztywnieje, sztywnieje i nie wiem co ze sobą zrobić. Ktoś mnie dotyka, a potem czuję, że odpływam, widzę tylko ciemność…

Hej!

Mam nadzieje, że ten rozdział wyszedł już lepszy, jest trochę humoru, trochę tajemniczości… Dodaje dzisiaj kolejny rozdział, ponieważ nie wiem kiedy na tygodniu uda mi się coś napisać. Mam teraz trochę pracowity tydzień ;) Do napisania :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz