Seattle. Od jakiś paru tygodniu tylko to miasto mam w
głowie. Zostawiam przeszłość za sobą, Malibu to skończony rozdział. Przykro mi
jedynie zostawiać moich znajomych, ale jak powiedziała Jenna, „Nie przejmuj
się! Seattle to stolica Grey’a! Sexshop co sto metrów, będzie
zajebiście.”Sądzę, że pomyliło jej się z Vegas. Jedyne co mogę zrobić dla mojej
zmarłej matki, to nie przyznawać się do tego, że jestem szczęśliwa z powodu
tego wyjazdu. Co prawda nie czuję absolutnie żadnej potrzeby robienia dla niej
czegokolwiek, ale zważywszy na to, że nie uważała mnie widocznie za taką
okrutną córkę i coś mi zostawiła. Ojciec… dla niego nie chcę nic robić. To
przez niego stało się to co się stało, to przez niego mam pełno metalu w ciele
i jestem pewna, że kiedy przejdę przez barierkę na lotnisku, w końcu i tak było w Malibu.
Dlaczego
Seattle? Mieszka tam moja starsza siostra, Viv. Viviane przeprowadziła się tam,
na studia. Pytanie, czemu tak daleko? Jej mąż, Will, spędzał wakacje w Malibu.
Poznał moją siostrę, gdy ta pracowała w kawiarni na plaży. Miłość od pierwszego
wejrzenia, czy jakoś tak to nazywali. Muszę z nią mieszkać dopóki nie ukończę
osiemnastego roku życia. Równe dwa lata, ale ponieważ kocham moją siostrą, a z
Malibu nie czuje więzi emocjonalnej, wcale mi to nie przeszkadza. Nienawidzę
upałów. Nie ma czym oddychać, gorąco bije w każdym miejscu, pełno ludzi z
idealnymi figurami, w bikini, podczas gdy ja… nie jestem taka idealna. Ma się
trochę tutaj i tam. Nie jestem gruba, ale nie należę też do chudzielców. Mam po
prostu trochę kształtów, co sprawia, że nie we wszystkim jednak wyglądam
dobrze. Co prawda Jenna powtarzała, że w bikini wyglądam dobrze, bo podkreśla
moje fajne cycki i tyłek, ale ja starałam się tego unikać. Jestem taka z kilku
powodów, a jeden z nich to zdecydowanie genetyka, której nie oszukam. Moja
matka była podobnej postury, moja babka i ciotki też. Siostra… ona się
odrodziła, ale nie o niej teraz. Jednym słowem, jeśli chcesz mieć cycki i tyłek,
musisz ważyć przynajmniej 65 kilogramów. Ważąc mniej, stanik z miseczką D
będzie wyglądał tak, jakbyś albo wypychała go, lub miała sylikonowe implanty.
Myślicie, że fajnie jest byś cycatą?! Mylicie się i to bardzo. Każdy facet
liczy tylko na to, że sobie pomaca a przy rozmowie skupia się na twoich oczach,
ale tych poniżej. Bieganie lub inny sport bez dobrego usztywnienia nie wchodzi
w grę. Ma to też swoje plusy, ale nie będę się nad nimi rozwodzić.
Tak więc wydobywa się głos obsługi samolotu, że zbliżamy się do lądowania, które może trochę potrwać, przez deszcz nad Seattle. To, że nie lubię upałów, nie jest równoznaczne z tym, że kocham deszcz, może nie będzie tak źle, w końcu będę mieszkać w stolicy Grey’a. No bo wiecie, mamy rok 2016. Czyli parę lat po wydaniu pierwszej części Grey’a i cały rok, po wypuszczeniu premiery filmu. Każdy turysta będący w Seattle na liście „Do zwiedzenia” ma stanąć pod budynkiem Escali, zobaczyć budynek który robił za Grey House i dotknąć helikoptera podobnego do Charlie Tango. Zapomniałabym! Zaopatrzenie się w sprzęt do pokoju zabaw też jest konieczne. Oczywiście, można zrobić to w każdym mieście, ale w Seattle to co innego. Nie to, że mam coś do Grey’a, uwielbiam tę książkę, ale cóż poradzę, że wszyscy zwracają uwagę jedynie z perwersyjny seks!
Tak więc wydobywa się głos obsługi samolotu, że zbliżamy się do lądowania, które może trochę potrwać, przez deszcz nad Seattle. To, że nie lubię upałów, nie jest równoznaczne z tym, że kocham deszcz, może nie będzie tak źle, w końcu będę mieszkać w stolicy Grey’a. No bo wiecie, mamy rok 2016. Czyli parę lat po wydaniu pierwszej części Grey’a i cały rok, po wypuszczeniu premiery filmu. Każdy turysta będący w Seattle na liście „Do zwiedzenia” ma stanąć pod budynkiem Escali, zobaczyć budynek który robił za Grey House i dotknąć helikoptera podobnego do Charlie Tango. Zapomniałabym! Zaopatrzenie się w sprzęt do pokoju zabaw też jest konieczne. Oczywiście, można zrobić to w każdym mieście, ale w Seattle to co innego. Nie to, że mam coś do Grey’a, uwielbiam tę książkę, ale cóż poradzę, że wszyscy zwracają uwagę jedynie z perwersyjny seks!
Samolot
zbliża się do podłoża, wyglądam przez okno i widzę jedynie ścianę deszczu.
Cholera, mogłam zostawić parasolkę w bagażu podręcznym. Powoli wszyscy dostają
się do wyjścia i starają się przebiec przez ten deszcz, ja jednak nie rozumiem
ich pośpiechu. Idę spokojnie, ale potem zdaje sobie sprawę, że ten deszcz nie
jest taki ciepły jak bywa w Malibu i dołączam do stada biegnących wściekłych
kojotów. Moje rzeczy zostały dostarczone na długo przede mną. Dzisiaj więc mam
jedynie moją torbę podręczną i jedną walizkę czekającą na mnie przy taśmie
bagażowej.
Wchodzę do Sali przylotów i odlotów, od razu rzuca mi się w oczy moja świrnięta siostra. Wspominałam, że tak samo jak i wygląd, tak i charakterki mamy różne?
Ruda Viviane, stoi i kłóci się z jakimś gościem o walizkę, jak widać zapomniała, że różowe bagaże już dawno dotarły, a dzisiaj przywiozłam jasno fioletową torbę podróżną. Oczywiście, musi się okazywać tym, że jest ekologiem. Ma na sobie koszulkę z logo swojej firmy, rurki podwinięte na końcach w kolorze ecru i czarne balerinki, nie zapominajmy o płóciennej torbie z napisem „To dla ciebie istnieje Ziemia baranie!”. Taa, moja siostra jest delikatnie świrnięta. No dobra, trochę bardzo świrnięta.
Wchodzę do Sali przylotów i odlotów, od razu rzuca mi się w oczy moja świrnięta siostra. Wspominałam, że tak samo jak i wygląd, tak i charakterki mamy różne?
Ruda Viviane, stoi i kłóci się z jakimś gościem o walizkę, jak widać zapomniała, że różowe bagaże już dawno dotarły, a dzisiaj przywiozłam jasno fioletową torbę podróżną. Oczywiście, musi się okazywać tym, że jest ekologiem. Ma na sobie koszulkę z logo swojej firmy, rurki podwinięte na końcach w kolorze ecru i czarne balerinki, nie zapominajmy o płóciennej torbie z napisem „To dla ciebie istnieje Ziemia baranie!”. Taa, moja siostra jest delikatnie świrnięta. No dobra, trochę bardzo świrnięta.
-Viv
to nie moja walizka…- Mówię jak gdyby nigdy nic podchodząc do niej. Moja
siostra odwraca wzrok w moją stronę odrobinkę przestraszona. Gość jak widać
odebrał dziewczynę z lotniska, bo za moment u jego boku pojawia się tleniona
blondyna.
-Przepraszam
pana najmocniej. Moja siostra jest w ciąży, hormony i te sprawy.- Mówię do
niego a następnie zdejmuję swoją torbę z taśmy i odciągam oniemiałą Viv.
-Wcale
nie jestem w ciąży! Przytyłam?! Powiedz, że nie, błagam!
-Uspokój
się Viviane. Chciałam cię jakoś usprawiedliwić. Poza tym, wiedziałaś, że
dzisiaj mam tylko torbę podróżną. Ten koleś wyglądał na ostro poirytowanego.
-No
wiem, może dlatego chciał wezwać ochronę? – Pyta z niewinnym wyrazem twarzy, a
ja zaczynam się śmiać. O tak, tęskniłam za nią.
-I z
czego się śmiejesz młoda?
Siostra jest tak samo rozbawiona jak ja. Viviane bardzo przeżyła śmierć rodziców, może dlatego, że nie wiedziała, jakim zwyrodnialcem jest ojciec. Oczywiście, że nie wiedziała. Nikt nie wiedział…
Siostra jest tak samo rozbawiona jak ja. Viviane bardzo przeżyła śmierć rodziców, może dlatego, że nie wiedziała, jakim zwyrodnialcem jest ojciec. Oczywiście, że nie wiedziała. Nikt nie wiedział…
-Tęskniłam
za tobą Vivi. – Mówię i przytulam się do niej. Po wypadku spędziła w Malibu,
razem z Willem, bardzo dużo czasu. Później zajmowała się mną mama Jenny. W
sumie widziałyśmy się jakieś trzy miesiące temu.
-Ja
za tobą też siostrzyczko, tylko ty mi zostałaś Esme. Ty i Will, ale wiesz co
mam na myśli. Musimy się trzymać razem. Mam nadzieje, że spodoba ci się w
Seattle.
-Gorzej
niż w Malibu nie będzie…
***
Wysiadłyśmy pod domem Viv i Willa. Dobrali się
imiennie, no nie? Moja matka była w połowię Argentynką, więc stąd imię Viviane
i Esmeralda. Ojciec za to jest rodowitym Amerykaninem. Pochodził z Denver, ale
nie wiem jakim cudem znaleźli się oboje w Malibu, nigdy o tym nie mówili.
Dom Willa i Viv jest przytulny. A przynajmniej taki wydaje się z zewnątrz.
Pierwsze co uderza w oczy, to weranda, pomalowana na biało, drewniana, z
zawieszoną ogromną huśtawką. Kilka donic z kwiatami i stolik. Wchodzimy do
środka. Przedpokój jest nie wielki. W sumie to jest to nieduże kwadratowe
pomieszczono, z którego wychodzi troje drzwi i schody. Jedne z nich prowadzą do
kuchni, która zaś prowadzi do salonu, drugie do łazienki a trzecie do pokoju
gościnnego. W rogach stoją dwa fotele i na skrawkach wolnych ścian wiszą
zdjęcia i kwietnik z kwiatkiem. Stoi również półka na buty. Podłoga wyłożona
jest turkusową miękką wykładziną a ściany pomalowane są w kolorze wanilii. Ja i
Viviane wchodzimy do kuchni, w której pierwsze co da się zauważyć to zero
zdobyczy techniki. Czyli, zero zmywarki, zero płyt indukcyjnych, jest jedynie
kuchenka gazowa, brak mikrofalówki i ekspresu do kawy. Moja siostra jest
dziwna. Unika wszystkiego co związane z elektroniką. Ma na szczęście telewizor,
piekarnik i komputer firmy Apple.
Kuchnia też się przyjemna. Na środku stoi stół z
czteroma krzesełkami. Szafki są w kolorze bieli, a ściany pomalowane na
błękitny. W oknie wisi biała szyfonowa firana, a od salonu oddziela ją tylko
duża wyspa kuchenna. Salon jest utrzymany w ciemniejszych kolorach, nie odbiega
od kuchni, ale jednak. Ściany są granatowe z białymi paskami, panele są co
prawda jasne, wypoczynek również. Na środku stoi mały stolik. Na ścianie wisi
też telewizor, jakieś obrazy, jest trochę kwiatów. Jak w każdym salonie.
Oczywiście nie mogło braknąć biblioteczki, barku oraz szafki na rodzinne
zdjęcia. Viviane nie byłaby sobą.
-Podoba ci się? – Pyta ostrożnie, jakby bała się, że
się rozryczę, albo wybuchnę.
-Jest ślicznie Viv. Gdzie ja będę miała swój pokój?
Od zawsze byłam bezpośrednia i
to chyba się nie zmieni. Chcę w miarę szybko znaleźć się w moim pokoju i
urządzić go po swojemu. Ufam Viviane, ale pewnie i tak będę chciała coś
poprzestawiać.
-Och tak, twój pokój jest u góry. Kończyliśmy go
wczoraj wieczorem dosyć późno, wiem, ale chciałam żeby wszystko było idealne.
Wchodzimy z powrotem na przedpokoik i wchodzimy na
schody prowadzące na piętro. Jest to poddasze, korytarz utrzymany w tym samym
stylu co na dole. Tutaj są z kolei cztery pary drzwi. Viviane wskazuje na jedne
z nich. Na końcu korytarza.
-Pomyśleliśmy, że będziesz chciała mieć trochę
przestrzeni, więc ten pokój wydawał się najodpowiedniejszy.
Viviane otwiera drzwi i puszcza mnie przodem. Staję
jak wryta, nie dlatego, że jestem zawiedziona, wręcz przeciwnie! Jestem
zachwycona. Ściany są w dokładnie takich kolorach jakie chciałam, czyli
brzoskwiniowe, a na dwóch ścianach jest tapeta przedstawiająca książki. Stoi tu
duża szafa z lustrem wbudowana w ścianę. Podwójne łóżko pod bokiem, szklane
biurko, wiszą również półki z książkami i innymi bibelotami. Stoi też komoda,
gdzie jak się domyślam, mam szkolne rzeczy i różne inne pierdoły. Przy łóżku
stoi też duża lampa, mam też osobną łazienkę!
-Ten pokój jest piękny Viviane!- Krzyczę i rzucam się
jej w ramionach.
-Cieszę się Esme. Może cię zostawię, rozpakujesz się,
a ja pójdę zatelefonować do Willa. Miał do załatwienia jedną sprawę…- Tutaj
urywa.
-Jaką sprawę?- Pytam zaintrygowana.
-Taką jedną, nie martw się nią. To ja idę upichcić
jakiś obiad, jakbyś coś potrzebowała to schodź. Czuj się jak u siebie.
Moja siostra opuszcza mój pokój a ja jeszcze raz się
rozglądam. Jest pięknie. Rzucam się na łóżko, które jest mega piękne i nagle
słyszę krzyk. Nie jest to ani głos Viviane, ani Willa. Jest to jednak, na pewno
męski głos. Głęboki i mimo tonu, jakim mówi, zdaje się być miły.
-Nie możesz mi rozkazywać! Jestem pełnoletni do
cholerny! Ani ty ani ona nie jesteście moimi rodzicami!
-Wróć się! – To już głos Willa.- Jesteś pod moją
opieką rozumiesz to?! Dotąd, dokąd nie skończysz szkoły jesteś tutaj uwieziony
gówniarzu, okay, może masz osiemnastkę, ale do kurwy nędzy, nie masz
ukończonego dwudziestego pierwszego roku życia, nie możesz się uchlewać i
wracać o tej porze! Odchodziliśmy od zmysłów!
-Z wiekiem jesteś co raz nudniejszy Will. Zachowujesz
się jak ojciec, a nie sorry, nie mam porównania, ale jestem pewien, że nawet
gorzej niż on.
Słyszę kroki po schodach a za moment głośne
trzaśnięcie drzwiami, co mnie dziwi, całkiem blisko moich. Nie wiem o co
chodzi, słyszałam, że Will ma brata, ale
nie… To nie możliwe! On nie może tutaj mieszkać! Przecież Viv mówiła, że
są tutaj tylko ona i Will.
Wychodzę z pokoju i cicho schodzę po schodach, żeby
mój „sąsiad” z na przeciwka nie zorientował się, że ktoś tutaj jest. Will i
Viviane stoją na środku korytarza tuląc się do siebie.
-Czy ktoś do cholerny, może mi wytłumaczyć co to
miało być? – Pytam najspokojniej jak potrafię. Viviane podskakuje i odwraca się
w moją stronę, Will patrzy na mnie przepraszającym wzrokiem.
-Przykro mi, że w takich okolicznościach, ale właśnie
miałaś okazję poznać mojego brata.- Warczy Will.
-Po co ta agresja braciszku. Sam bym się chętnie przedstawił.-
Jego głos dziwi mnie tak samo, jak pozostałych w tym pomieszczeniu, odwracam
się więc w stronę schodów.- Christopher, dla przyjaciół Chris, ale jestem
pewien, że ty nie będziesz należała do tego grona. – Uśmiecha się ironicznie i
nonszalancko opiera się o ścianę. Patrzę na niego zdumiona i nie wiem co mam
powiedzieć.
Stoję więc jak wariatka i wpatruję się w jego twarz,
jakby był jakimś duchem. Ma piękne czarne oczy. Naprawdę, one są wręcz czarne!
Jego włosy są równie ciemne i potargane w artystycznym nie ładzie.
-Przyzwyczaiłem się, ze laski tak na mnie patrzą.
Jeżeli pozwolicie, opuszczę to spotkanie rodzinne. Nara! – Przepycha się między
nami i wychodzi trzaskając drzwiami.
Dupek.
***
Chris,
albo raczej jak jasno dał mi do zrozumienia, Christopher, pojawił się o dziwo
na kolacji. Siedział naprzeciwko mnie i patrzył na wszystkich z góry. Moja
siostra przygotowała jakieś zielsko, więc w sumie nie dziwię się, że nie chciał
jeść. Ja też nie miałam na to ochoty.
-W
lodówce jest pizza, jeśli nie chcesz…- Zaczęła, ale Will jej przerwał.
-Nie,
wszyscy zjemy twoją sałatką, później spróbujemy ciasta ekologicznego, napijemy
się twojego dietetycznego koktajlu i rozejdziemy się do sypialni. – Powiedział
stanowczo. Wiem, że nie miał na myśli mnie, ale poświęcę się, widzę, że jest
wystarczająco wkurzony na brata, który też ma coś do powiedzenia.
-Mój
żołądek nie trawi tej trawy, nie słyszałeś, że nasz organizm trawi jedynie
białko zwierzęce?
Krztuszę
się sokiem z buraków i truskawek, wcale nie dlatego, że jest obrzydliwy, ale
bardziej dziwi mnie znajomość wiadomości biologicznych, przez tego palanta.
-Wszystko
w porządku Esmie? – Pyta Will.
-Tak,
w jak najlepszym.- Mówię wycierając usta w serwetkę.
-Moje
przyszłe plemniki, w życiu nie dostaną tak popapranego imienia.- Drwi Chris.
-To
dlatego, że ich braknie do tego czasu? – Mówię, zanim zdążę się ugryźć w język.
-Nie
wiem, czy wiesz, ale mężczyźni wytwarzają plemniki do końca swojego życia.
-Nie
wiem, czy wiesz, ale prędzej czy później znajdzie się, ktoś kto obetnie ci jaja
za tą twoją dupkowatość. – Uśmiecham się jak najsłodziej potrafię i wracam do
jedzenia. Chris patrzy na mnie i chyba nie bardzo ogarnia co ma powiedzieć.
-A
rozumiem, pewnie chcesz być to ty, żeby mieć pamiątkę, że widziałaś męskie
jaja?
-Och
nie pochlebiaj sobie, jakbym chciała mięć dowód, wybrałabym sobie kogoś z
bardziej okazałymi jądrami, sądząc po tym, jak twoje spodnie są obcisłe, pewnie
nie przekraczają rozmiaru orzecha włoskiego.
-Dosyć!- Mówi Viviane, ale widzę, że ma zamiar zacząć
się śmiać. – Nie znacie się, ale spróbujcie się poznać i dogadać. Esme, z
takimi tekstami poczekaj aż skończymy jeść, a ty Chris, przestać krytykować
każde inne imię niż twoje.
-Ciężko
się zapamiętuje Viv, nie pamiętasz? Najlepiej natrafiać na te proste imiona, bo
przynajmniej jest mniejsze prawdopodobieństwo, że zapomnisz w trakcie gry
wstępnej i co w tedy? Nie zaruchasz.
-Przykro
mi Chris, ale ja nie mam takiego problemu. Sądzę, że na dzisiaj koniec tej
rodzinnej atmosfery. Rozejdźmy się, zanim dojdzie do komentarzy które naprawdę
zaczną kogoś urażać.
Moja
siostra zakończyła dosyć skutecznie tę rozmowę. Podziękowałam jej za kolację i
znikłam szybko u góry w moim pokoju. Znalazłam jakąś piżamę i szybko poszłam
pod prysznic, jak na jeden dzień to chyba za dużo atrakcji.
*.* pisz szybko!
OdpowiedzUsuńOoo bd czytać ^^
OdpowiedzUsuń